Outsider, Colin Wilson

Wyłożyliśmy im tę sprawę… wskazując, że życie w gromadzie ma charakter wyłącznie zmysłowy i aby je przeżyć i pokochać, człowiek musi poznać je do dna. Rewolta nie jest azylem dla ludzi słabych, ani nie obiecuje w nagrodę radości. Istota rewolty to stały przyrost siły, aby można było wytrzymać wszystko, co potrafią wytrzymać zmysły, z pełną świadomością, że każdy krok stanowi przygotowanie do dalszych niebezpieczeństw, jeszcze większych wyrzeczeń i dotkliwszych cierpień. Przeszłość i przyszłość znajdują się poza zasięgiem naszych doznań zmysłowych. Uczucie przeżyte to uczucie już poskromione, martwe doświadczenie, które złożone zostało do grobu w chwili, gdy zdołaliśmy wyrazić je w słowach.

Prawdziwi ludzie pustyni są skazani, jak dobrze o tym wiedzą, na wieczną walkę z nieprzyjacielem, który nie należy ani do naszego świata, ani życia, lecz jest samą nadzieją. Klęska jest więc wolnością, ofiarowaną ludziom przez Boga. My możemy korzystać z tej wolności tylko w sposób negatywny, czyli nie robiąc nawet tego, co leży w naszej mocy. Życie stanie się wtedy naszą własnością, gdyż okazując mu wzgardę będziemy nad nim panować. Śmierć okaże się najlepszym z naszych uczynków, ostatnią szansą uczciwości wolnego człowieka, od dawna zasłużonym odpoczynkiem. Mając do wyboru dwie ostateczności, życie i śmierć, lub mówiąc mniej krańcowo, swobodę i trwanie, ograniczymy trwanie (które stanowi substancję życia) do minimum i ze wszystkich sił będziemy dążyć do swobody. Wtedy dopierobędziemy mogli realizować prawdę, że bierność jest bardziej moralna od działania. Niektórzy ludzie są pozbawieni siły twórczej, a ich swoboda nie przynosi żadnych owoców, ale tylko dlatego, że jedynym ich tworzywem jest materia. Chcąc tworzyć dzieła niematerialne, dzieła twórcze, pochodzące z ducha, a nie z ciała, musimy jak najmniej czasu i trudu poświęcać potrzebom fizycznym, ponieważ u większości ludzi dusza starzeje się znacznie szybciej od ciała. Wyrobnikom ludzkość niczego nie zawdzięcza. (Lawrence)

* * *

Oto prawdziwy Van Gogh; nie malarz, nie outsider, dla którego życie jest żywym i bolesnym pytaniem, domagającym się odpowiedzi, zanim Van Gogh zacznie żyć. Jego najwcześniesze doświadczenia uczą go, że życie – to wiekuiste Za i Przeciw. Na skutek wrodzonej wrażliwości niezwykle głęboko uświadamia sobie owo Przeciw – własną niedolę i niedolę świata. Wszystkie siły wytęża w poszukiwaniu Za – instynktownego, bezwzględnego Tak. Podobnie jak każdy artysta ma chwile, kiedy wydaje mu się, że jest w całkowitej zgodzie z wszechświatem i z samym sobą; kiedy – jak Meursault – czuje, że wszechświat i on sam pochodzą z jednego praźródła; całe życie wydaje mu się wtedy celowe i własna niedola również wydaje się celowa. Poza owymi chwilami nieprzerwanie trwa walka o ponowne przeżycie tego objawienia. Jeżeli we wszechświecie istnieje ład, jeżeli można czasami ów ład dostrzec i czuć się w całkowitej harmonii z nim, musi on być widzialny, namacalny tak, by można go było przy pomocy jakiejś dyscypliny odzyskać. Sztuka – to tylko jedna postać takiej dyscypliny.

Niestety, problem ów komplikują rozmaite, całkiem uboczne potrzeby ludzkie, które zaprzątają uwagę: życie w gromadzie, wzajemne zrozumienie, poczucie uczestnictwa w społecznym życiu ludzkości. I, oczywiście, sprawa dachu nad głową, jedzenia, picia. Artysta usiłuje poświęcić im uwagę, ale nie łatwo mu to uczynić, skoro jest tyle innych, ważniejszych rzeczy do przemyślenia. A wszystko staje się jeszcze trudniejsze na skutek wrogości innych ludzi, którzy dzień w dzień wysuwają pytanie: „Czy to możliwe, żebym ja był w błędzie?”.

* * *

Przypuśćmy, że wielka Potęga Życia wpadła na pomysł zegarowego wahadła i użyła Ziemi jako jego tarczy. Przypuśćmy, że dzieje jednego ruchu owego wahadła, które nam, działającym, wydają się takie nowe, są tylko powtórzeniem dziejów poprzedniego ruchu; ba, jeszcze więcej: jeśli w jakiejś niewyobrażalnej nieskończoności czasu Słońce wyrzuca naszą Ziemię w górę i znów ją chwyta, jak woltyżer cyrkowy wyrzuca w górę piłkę, i jeśli nasze wielowiekowe epoki są jedynie chwilami pomiędzy wyrzuceniem a chwyceniem – czy taki olbrzymi mechanizm może bez jakiegokolwiek celu? (G.B. Shaw, Człowiek i nadczłowiek)

* * *

Sposób, w jaki I Ching usiłuje patrzeć na rzeczywistość, zdaje się nie aprobować toku naszego rozumowania opartego na zasadzie przyczynowości. Z punktu widzenia starożytnego Chińczyka chwila, stanowiąca przedmiot naszych obecnych rozważań, jest raczej uchwyceniem przeżycia przypadkowego niż wyraźnie określonym wynikiem łączących się ze sobą procesów przyczynowych. Interesuje nas raczej sytuacja wytworzona przez przypadkowe wydarzenia, a nie hipotetyczne przyczyny, które pozornie spowodowały ów zbieg okoliczności. (C.G. Jung, fragment Wstępu do I Ching)

* * *

Istotna różnica pomiędzy marksistą a romantykiem-outsiderem polega na tym, że pierwszy chciałby ściągnąć niebo na ziemię, a drugi marzy o podniesieniu ziemi do nieba. W oczach outsidera marksista jest beznadziejnie krótkowzroczny w swym dążeniu do stworzenia raju na ziemi; pojęcia jego zdają się opierać na całkowitym niezrozumieniu psychologii człowieka. Typowy przykład outsiderowskiej krytyki idealizmu społecznego stanowią: Nowy wspaniały świat Aldousa Huxley’a i My Zamiatina.

* * *

Wielu ludzi żyje od chwili do chwili, nie sięgając wzrokiem naprzód, ani wstecz. Całą ich uwagę pochłaniają – jak u zwierząt – bezpośrednie potrzeby fizyczne. Przeciętny człowiek różni się od psów i kotów w pierwszym rzędzie tym, że sięga wzrokiem dalej naprzód, potrafi trapić się swymi potrzebami fizycznymi, które będą aktualne dopiero za sześć miesięcy, a nawet dziesięć lat. Dogmat o Grzechu Pierworodnym podkreśla fakt, że człowiek utracił zdolności wizjonerskie dlatego, iż zużywa zbyt wiele energii na myślenie o sprawach praktycznych. W każdym razie tego rodzaju interpretację sugerują nam wielcy nauczyciele religii, przypominając, że Jezus mówił Żydom, by nie tracili tak wiele czasu na zdobywanie i trwonienie dóbr materialnym, lecz by brali przykład z lilii polnych.

* * *

Ludzie przeważnie myślą jedynie o swych bezpośrednich potrzebach fizycznych; przenieśmy ich na bezludną wyspę, gdzie nie mieliby pożywki dla swych umysłów, a dostaną obłędu. Brak im istotnych bodźców działania. Przekleństwem naszej cywilizacji jest nuda. Kierkegaard ujął to spostrzeżenie dobitnie: „Bogowie nudzili się, więc stworzyli człowieka. Adam nudził się w samotności, powstała więc Ewa. Od tego momentu nuda zakradła się do dziejów świata i rosła coraz bardziej, dokładnie w miarę tego, jak rosła ilość ludzności. Adam nudził się samotnie, potem Adam i Ewa nudzili się razem, a potem nudzili się Adam i Ewa, Kain i Abel en famille, a potem wzrastała liczba ludzi na świecie i ludzie nudzili się in masse. Dla rozrywki powzięli myśl zbudowania wieży tak wysokiej, że wierzchołek jej sięgał obłoków. Myśl ta była tak nudna, jak wieża była wysoka i stała się ostatecznym dowodem, że nuda wszystko zwyciężyła.”

Zen i sztuka oporządzania motocykla, Robert Maynard Pirsig

Rozważanie instytucji rządowych lub establishmentu jako systemu jest prawidłowe, gdyż u podstaw tych organizacji leżą takie same strukturalne koncepcje zależności jak w motocyklu. Strukturalne powiązania podtrzymują istnienie tych instytucji nawet wówczas, kiedy utraciły jakiekolwiek znaczenie i cel. Ludzie przychodzą do fabryki i wykonują bez sprzeciwu absolutnie bezsensowne zadania od ósmej do piątej, ponieważ struktura tego od nich wymaga. To nie złoczyńca czy też szaleniec, który chce, by życie ich było bezsensowne, to tylko struktura, system tego żąda, i nie ma chętnego, który podjąłby trudne zadanie zmiany struktury, jedynie dlatego, że jest ona bezsensowna.

Zburzenie fabryki albo rebelia przeciwko rządowi czy też unikanie reperacji motocykla dlatego, że są to systemy, oznacza raczej walkę z objawami niż z przyczynami; a dopóki atak skierowany jest tylko przeciw objawom, żadna zmiana nie jest możliwa. Istotnie realnym systemem jest sama konstrukcja naszego współczesnego systematycznego myślenia, sam racjonalizm, tak więc jeśli zburzymy fabrykę bez naruszenia racjonalizmu, z którego powstała, to ten sam racjonalizm zbuduje po prostu inną fabrykę. Kiedy rewolucja obali systematyczny rząd, a modele systematycznego myślenia, w ramach których był wytworem, pozostaną nietknięte, wówczas modele te odtworzą się w następnym rządzie. Tak wiele mówi się o systemach i tak mało się z nich pojmuje.

* * *

Celem metody naukowej jest wybranie jednej jedynej prawdy spośród wielu prawd hipotetycznych. Na tym właśnie, bardziej niż na czymkolwiek innym, polega nauka. Historycznie dokonała jednak nauka czegoś całkowicie przeciwnego. Poprzez coraz większe mnożenie faktów, informacji, teorii i hipotez, sama prowadzi ludzkość od jednej absolutnej prawdy do wielu prawd, nieokreślonych i względnych. Nie kto inny niż nauka sama jest głównym sprawcą chaosu społecznego, producentem nijakich myśli i wartości, które miały być wyeliminowane dzięki racjonalnej wiedzy. To, co Fedrus widział przed laty, w osamotnieniu swego własnego laboratorium, można teraz dostrzec w świecie technologii wszędzie. Naukowo wyprodukowana antynauka – chaos.

* * *

Przyczyną naszego współczesnego kryzysu społecznego, powiedziałby Fedrus, jest błąd genetyczny w naturze samego rozumu. Kryzys ten będzie trwał dopóty, dopóki błąd ten nie będzie usunięty. Nasze współczesne praktykowanie racjonalizmu nie prowadzi społeczeństwa ku lepszemu światu. Oddala nas odeń coraz bardziej. Od czasów Renesansu takie podejście przynosiło korzyści i przynosić je będzie tak długo, jak długo dominować będą potrzeby zaspokojenia braku żywności, produkcji ubrań i budowy dachu nad głową. Lecz teraz, kiedy te potrzeby nie są tak naglące dla wielu ludzi, pojawiają się inne oczekiwania. Zaczyna się to podejście takim, jakim jest naprawdę – uczuciowo jałowe, estetycznie nie znaczące i duchowo puste. Tak jest dzisiaj i tak będzie długo jeszcze.

* * *

Wszystkie religie Wschodu przywiązują wielką wagę do doktryny sanskryckiej Tat tvam asi („Ty jesteś tym”), która głosi, że wszystko w naszym myślowym wyobrażeniu o tym, czym jesteśmy, i wszystko, co uważamy za naszą świadomość, jest niepodzielne. Uświadomienie sobie tej niepodzielności oznacza osiągnięcie oświecenia.

Logika złudnie zakłada rozdział pomiędzy podmiotem a przedmiotem i dlatego właśnie nie jest prawdą ostateczną. Złudzenia tego można pozbyć się dzięki zaprzestaniu czynności fizycznych i umysłowych oraz wyłączeniu doznań uczuciowych. Są na to sposoby. Jednym z najważniejszych jest sanskrycka metoda dhyana, zniekształcona w języku chińskim na Chan, a w japońskim na Zen.

* * *

Przez chwilę przyglądam się przejeżdżającym samochodom. Jest w nich coś z osamotnienia. Właściwie to nie osamotnienie – to coś gorszego. Nijakość. Jak wyraz twarzy pracownika stacji benzynowej, kiedy napełniał zbiornik. Nijaki. Nijaki krawężnik przy nijakim żwirze na nijakim skrzyżowaniu prowadzącym donikąd.

Coś nie jest w porządku także z kierowcami tych samochodów. Wyglądają jak ten pracownik stacji, patrzą prosto przed siebie, jakby w transie, w jakimś własnym, osobistym zapamiętaniu. Nie widziałem tego od… od czasu, kiedy Sylwia podzieliła się swoim spostrzeżeniem pierwszego dnia. Wszyscy wyglądają jak na pogrzebie.

Od czasu do czasu ktoś rzuca spojrzenie w bok i zaraz odwraca pustą, pozbawioną wyrazu twarz, jak gdyby w zakłopotaniu, iż mogliśmy zauważyć, że zamiast pilnowania swojego nosa patrzył na nas. Dostrzegam to teraz wyraźnie, od dłuższego czasu nie mieliśmy takich widoków. A i nasza jazda też wygląda jakoś inaczej. Samochody poruszają się ze stałą prędkością, równą górnej granicy szybkości obowiązującej w mieście, i kierowcy nie widzą nic poza jezdnią. Kierowcy zdają się myśleć bardziej o tym, gdzie chcą być, niż o tym, gdzie są.

* * *

Samotność ludzi w mieście. Spotykałem ją wszędzie, w supermarkecie, przy automatycznych pralkach i przy płaceniu rachunku w motelu, w autobusach turystycznych pełnych samotnych emerytów, którzy przy drodze przyglądają się drzewom, a jadą po to, żeby patrzeć na morze. Czuje się ją w pierwszym błysku spojrzenia, w każdej spotkanej nowej twarzy – w pytaniu trwającym tylko przez małą chwilę.

Widzimy teraz coraz więcej tej samotności i paradoksalnie jest ona największa w wielkich zatłoczonych mertopoliach Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża. Wydawałoby się, że bardziej samotni powinni być ludzie rozproszeni na wielkich połaciach zachodniego Oregonu, Idaho, Montany i Dakoty, ale tam wcale tego nie zauważyliśmy.

Okazuje się, tak przypuszczam, że fizyczny dystans pomiędzy ludźmi nie ma nic wspólnego z samotnością. Chodzi o dystans psychiczny, a w Montanie i Idaho odległości geograficzne pomiędzy ich mieszkańcami są duże, ale psychiczny dystans niewielki. Tutaj jest odwrotnie.

Jesteśmy w Ameryce pierwszej klasy. Jej forpoczty napotkaliśmy onegdajszej nocy w Princeville Junction i od tej pory towarzyszy nam stale. Pierwszorzędna Ameryka autostrad i supersamolotów, telewizji i spektakli filmowych. Ludzie, których trzyma w swoich objęciach, zdają się spędzać większość swojego życia bez bliższego kontaktu z tym, co ich otacza. Środki masowego przekazu przekonały ich, że to, co jest najbliżej nich, nie ma znaczenia. Dlatego mają samotność wypisaną na twarzach. Najpierw nikły przebłysk zaciekawionego rozpoznania, ale kiedy już ich wzrok spocznie na tobie, stajesz się tylko jednym z przedmiotów. Nie liczysz się. To nie ciebie wyglądają. Nie jesteś z telewizji.

Ale w drugorzędnej Ameryce, w tej, którą przejechaliśmy, w Ameryce lokalnych dróg, Chińskich Rowów, koni Appaloosa, horyzontów wyznaczanych górskimi łańcuchami, zadumy myślowej, dzieci z szyszkami sosnowymi, trzmieli i otwartego nieba nad nami, rozpostartego na setki kilometrów – w tej Ameryce dominowała rzeczywistość wokół nas, ona była dla nas ważna. I tu nie było zbyt wiele miejsca na samotność. Tak zapewne musiało być sto czy dwieście lat temu. Nie było prawie wcale ludzi i prawie wcale samotności. Popadłem zapewne w zbytnie uogólnienia, ale przy zachowaniu pewnych proporcji, dokładnie tak sprawa naprawdę wygląda.

Głównym sprawcą ludzkiej samotności jest technika i to ją sadza się na ławie oskarżonych, gdyż w sposób oczywisty samotność kojarzy się z jej wytworami – z autostradami, samolotami, telewizją i tak dalej – mam jednak nadzieję, iż jasno wynika z poprzednich wywodów, że prawdziwą przyczyną zła nie są produkty techniki, lecz jej tendencja do kreowania w ludziach postaw opartych na obiektywizmie. Prawdziwym złem jest obiektywizm, dualistyczny ogląd rzeczywistości będącej podstawą techniki.

Epilog

…te same piekielne zajęcia, to samo pozbywanie się starców, to samo poczucie trudności, które czyni z bezrobotnego wyrzutka bez usprawiedliwienia, bez prawa głosu, bez szans, nadal istnieją. Pracowałem za 17$ tygodniowo w Luizjanie i zostałem zwolniony, gdy poprosiłem o dwa dolary podwyżki. To było w 1941. Pracowałem w rzeźni, myłem gary; pracowałem w fabryce świetlówek; wieszałem plakaty w nowojorskim metrze, szorowałem wagony towarowe i myłem pociągi pasażerskie w zajezdni; byłem magazynierem, pracownikiem spedycji, listonoszem, menelem, pracownikiem stacji benzynowej, dodawałem wiórki kokosowe w fabryce ciastek, byłem kierowcą ciężarówki, brygadzistą w magazynie hurtowni książek, przewoziłem butelki z krwią i zaciskałem gumowe tubki dla Czerwonego Krzyża…

* * *

…nawet wtedy, gdy moi szefowie mnie zwalniają, nigdy nie słyszę ich głosów, a jestem najczęściej odchodzącym i zwalnianym z roboty sukinsynem (…) ale ja nigdy nie słyszę ich głosów; robią to łagodnie, delikatnie i kulturalnie, a ja po prostu wychodzę stamtąd i nawet nie myślę o strzelaniu do kogokolwiek z dachu.1

* * *


1  Cytaty pochodzą z książki Charlesa Bukowskiego pt. O pisaniu.

„Rozmowy z samym sobą” Jiddu Krishnamurtiego

Poranek był cudowny, a chłodne powietrze, otulając mnie, stawało się coraz zimniejsze. Zapomniałem o wszystkim, nie było niczego oprócz odczucia, że nic nie posiadam.
Niech nikomu nie przyjdzie tutaj jednak na myśl medytacja, gdyż termin został bardzo zafałszowany. Najpowszechniejsze jego rozumienie – dumanie nad czymś, rozważanie czegoś, myślenie o czymś – nosi znamiona trywialności i pospolitości. Jeżeli chcemy zrozumieć naturę medytacji, wówczas powinniśmy zapomnieć o tym, jak ją nazywamy, gdyż za pomocą słów nie da się określić czegoś, co wykracza poza kategorie. Żadne słowo, żadne systemy czy sposoby myślenia, ani też jakiekolwiek ćwiczenia czy umartwianie się nie są w stanie oddać tego, czym jest medytacja. Gdyby medytację – prawdziwą medytację, nie zaś coś, co często bywa pospolite, poddawane manipulacjom, zafałszowane i niejednokrotnie związane ze zdobywaniem znacznej ilości pieniędzy – pojmować poza słowami, wówczas niesie ona ze sobą spokojny i delikatny ruch, który dzieje się poza czasem. Ponownie ogranicza nas słowo ruch. Zakłada ono bowiem istnienie czasu, gdy mnie chodzi o ruch, nie ma początku ani końca. O ruch, który jest falą następującą za falą poprzedzającą, która nie wiadomo skąd się wzięła i która nigdy nie rozpływa się na plaży. Medytacja jest więc czymś na wzór nigdy nie kończącej się fali.
Czas, jakkolwiek byłby spowolniony, jest czymś nieznośnym. Oznacza bowiem wzrost, ewolucję, stawanie się, osiąganie czegoś, uczenie się, zmianę. W tym rozumieniu niewiele różni się on od tego, co ludzie przypisują medytacji. Jednakże czas nie powinien mieć z nią nic wspólnego. Jest on bowiem związany z działaniem woli, z pożądaniem, a przecież pod żadnym pozorem nie można pożądać medytacji – właściwe znaczenie tego słowa jest nieuchwytne dla ucha – gdyż wybiega ona daleko poza znaczenie przypisywane temu terminowi.
Siedzę na skale i podziwiam błękitne niebo – jakże niezwykle błękitne, powietrze jest czyste, niczym nie skażone. Daleko za wzgórzami rozciąga się pustynia, której sporą połać można dostrzec z tego miejsca. Doprawdy wszystko dociera do mniejakby poza czasem. Jedynie sama percepcja może wyrazić to, czym rzeczywiście jest.
* * *
Miłość nie odwołuje się do czasu. Nie ma mojej i twojej miłości jako dwóch przeciwnych zjawisk. Miłość nie jest niczym osobistym; można kochać kogoś, lecz kiedy miłość zostanie ograniczona, zawężona do jednej osoby, wówczas przestaje być miłością. Tam, gdzie naprawdę pojawia się miłość nie ma podziału ze względu na czas, myśl, czy też wszystkie powikłania, jakie niesie życie, jak: tajemnicę i zagubienie, niepewność, zazdrość, niecierpliwość. Trzeba więc dużo uwagi poświęcić czasowi i myśli. Nie znaczy to, że należy żyć wyłącznie teraźniejszością, co byłoby całkowicie bezsensowne. Czas to przeszłość zmodyfikowana i kontynuowana jako przyszłość. Jest kontinuum, którego chwyta się myśl, do którego myśl lgnie. Lgnie do czegoś, co sama stworzyła, co sama ustanowiła.
* * *
Dopiero teraz człowiek formułuje pytanie, które winien był sobie postawić wiele lat temu, a nie w ostatniej chwili. Przygotowuje się do wojen każdego dnia swojego życia. Na nieszczęście te przygotowania zdają się naturalną skłonnością człowieka. Przemierzyliśmy e ten sposób długą drogę i teraz pytamy – co powinniśmy uczynić? Co my, istoty ludzkie, mamy robić? Jaka jest nasza odpowiedzialność za rezultaty tych działań? Oto prawdziwe wyzwanie, przed którym staje dzisiaj ludzkość. Z pewnością problemem nie jest rodzaj wojennego sprzętu, jaki trzeba wynaleźć i skonstruować. Zawsze najpierw doprowadzamy do kryzysu i dopiero później zadajemy sobie pytanie, co robić. W dzisiejszych czasach decyzje podejmują politycy i szeroki ogół, uwzględniając swoją narodową i rasową dumę, sprawy swej ojczyzny i wszystko, co się z tym wiąże.
* * *
Bogowie lub to, co ich symbolizuje, to wytwór myśli. W rzeczywistości nie są obecni w życiu codziennym. Według większości religii największym grzechem jest zabijanie istot ludzkich. Hinduiści i buddyści twierdzili tak na długo przed nastaniem chrześcijaństwa, a mimo to i mimo wiary w Boga, w zbawiciela czy też kogoś innego, ludzie wciąż kroczą drogą zabijania. Czy nagroda w postaci pójścia do niebia lub kara w postaci zesłania do piekła zmienią nas? Właśnie to oferuje się ludziom, lecz i to zawodzi. Zewnętrzne nakazay, prawa czy systemy nigdy nie powstrzymają nas od zabijania, podobnie jak intelektualne, romantyczne przekonania nie sprawią, że nie będzie wojen. Wojen nie będzie dopiero wówczas, kiedy każdy z nas, jako przynależący przecież do ludzkości, zrozumie, że jak długo istnieje podział w jakiejkolwiek formie, póty będzie istniał konflikt o ograniczonym lub szerokim zasięgu, walka i ból. Zatem wszyscy jesteśmy odpowiedzialni nie tylko za swoje dzieci, lecz także za resztę ludzkości. Dopóki głęboko tego nie zrozumiemy – nie poprzez słowa, idee czy wyłącznie intelektualnie – nie odczujemy całym sercem, swoim sposobem patrzenia na świat, swoim działaniem, nadal wspomagać będziemy zorganizowane zabijanie, które nazywa się wojną. Po tysiącach lat zabijania człowieka przez człowieka daleko ważniejsza wydaje się bezpośrednia percepcja tego zagadnienia, a nie natychmiastowa odpowiedź na to pytanie.
Świat jest chory i nie ma nikogo, kto byłby w stanie nam pomóc, z wyjątkiem nas samych. Mamy przywódców, specjalistów, każdy rodzaj pomocników z zewnątrz – z koncepcją boga włącznie – lecz oni zawodzą, w żaden sposób nie wpływają na stan naszej psychiki, nie potrafią nas prowadzić. Żaden mąż stanu, żaden nauczyciel, żaden guru nie potrafi nas wewnętrznie wzmocnić ani ostatecznie uzdrowić. Tak długo, jak pozostajemy w chaosie, tak długo, jak domy nasze nie będą utrzymywane we właściwym stanie, tak długo będziemy kreować zewnętrznych proroków, którzy zawsze będą nas zwodzić. Nasze domy są w nieładzie i nikt na ziemi ani w niebiosach nie może ich uporządkować. Dopóki nie zrozumiemy natury chaosu, natury konfliktu, natury podziałów, nasz dom, to znaczy my sami, zawsze pozostawać będziemy w stanie zamętu, w stanie wojny.
Nie chodzi o to, kto dysponuje nawiększą potęgą militarną, lecz o to, że człowiek występuje przeciwko człowiekowi, że ideologie, które stworzył człowiek, występują przeciwko innym ideologiom również stworzonym przez człowieka. Na świecie nie będzie pokoju, póki wszystkie te idee, ideologie nie zostaną usunięte i człowiek nie stanie się odpowiedzialny za całą resztę ludzkich istnień.
* * *
Obserwowanie i uczenie się wymaga czasu, obserwowanie zaś odbywa się poza czasem. Tak samo dzieje się, gdy człowiek słucha. Gdy słucha bez jakiejkolwiek interpretacji, bez jakiejkolwiek reakcji, bez jakiegokolwiek nastawienia. Na przykład słucha rozlegającego się grzmotu, przetaczającego się pomiędzy wzgórzami. Nigdy jednak nie oddajemy się całkowicie słuchaniu. Zawsze coś nam przeszkadza. Obserwowanie i słuchanie bez reagowania, bez poczucia, że się jest obserwatorem lub słuchaczem, jest wielką sztuką. Obserwując i słuchając, uczymy się nieskończenie więcej niż z jakiejkolwiek książki. Książki są niezbędne, lecz patrzenie i słuchanie wyostrza nasze zmysły. Wszak umysł jest centrum wszystkich reakcji, myśli i wspomnień. Jeżeli więc nie obudzimy naszych zmysłów, nie będziemy mogli naprawdę obserwować, słuchać i uczyć się, nie tylko jak postępować, ale jak się uczyć, co jest prawdziwą glebą, na której może zakiełkować ziarno dobroci.
* * *
Słowo „medytować” oznacza nie tylko zastanawiać się, przemyśliwać, sondować, przyglądać się, ważyć, w sanskrycie ma również znaczenie głębsze. Oznacza bowiem „ocenianie” rozumiane jako „stawanie się”. A przecież w medytacji nie może być oceniania. Ten rodzaj medytacji nie jest więc świadomą medytacja w rozważnie wybranej pozycji. Ten rodzaj medytacji musi być czymś całkowicie nieświadomym, bez zdawania sobie sprawy z tego, że się medytuje. Jeżeli medytację podejmuje się umyślnie, wtedy staje się ona inną formą pożądania, inną jego manifestacją. Choć medytacja taka może być nawet głęboka, to jednak cel jej jest odmienny. Jej motywem zawsze pozostaje pragnienie, by coś osiągnąć, jak w biznesie lub kiedy buduje się wspaniałą katedrę. Medytacja jest działaniem podejmowanym bez jakiejkolwiek motywacji, bez słów, bez udziału myśli. Jest czymś, co nie zostaje podjęte świadomie. Tylko w takim przypadku medytacja może być bezgraniczna, niemierzalna, bez celu, bez końca i bez początku. Tak prowadzona medytacja zadziwiająco wpływa na życie codzienne. Sprawia bowiem, że nasze życie staje się jednością, że jest czymś świętym. Świętego zaś nie można unicestwić. Zabijanie jest pozbawione świętości. Jest jak wzbijające się w niebiosa wołanie ptaka uwięzionego w klatce. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jaką świętością jest życie – nie tylko twoje, pojedyncze, lecz milionów innych istnień, od drobnych tworów natury do niezwykłych istot ludzkich. W tej medytacji, której nie da się zmierzyć, przejawia się działanie niezwykle szlachetne, najbardziej uświęcone.
[…]
Medytacja to nie słowa, mantram, autohipnoza ani środek halucynogenny. Ona musi zaistnieć bez udziału woli człowieka. Musi się wyłonić z cichego bezmiaru nocy, kiedy się budzimy i dostrzegamy, że nasz umysł jest nasz umysł jest spokojny, i zaistniały szczególne warunki, żeby medytacja mogła trwać. Musi się wyłonić tak cicho jak wąż z wysokiej trawy zieleniącej się w słońcu rześkiego poranka. Musi się wyłonić z głębokiego zacisza umysłu. Medytacja nie jest dokonywaniem czegokolwiek, nie jest metodą, systemem czy ćwiczeniem. Medytacja rozpoczyna się wraz z końcem porównywania, z końcem stawania się i nie stawania się. Medytacja jest takiego rodzaju działaniem, jak brzęczenie pszczoły latającej wśród liści.
* * *
Najróżniejsze instytucje i organizacje rozrzucone po całym świecie nie służą człowiekowi. Są to organizacje, których celem jest zaspokojenie potrzeb materialnych. Są to instytucje wojny, demokracji, instytucje tyranii, instytucje religii. Kiedyś się na coś przydały i nadal chcą być użyteczne, zatem człowiek zwraca się ku nim z tęsknotą, oczekując pomocy, nie tylko w sferze materialnej, lecz także wewnętrznej, gdzie pulsuje ból, gdzie czas rzuca swój cień, gdzie myśl wybiega daleko w przód. Od najdawniejszych czasów istnieje wiele rodzajów instytucji, lecz nie zmieniły one człowieka wewnętrznie. Instytucje nigdy nie są w stanie odmienić człowieka psychologicznie, dogłębnie. Nieraz się zastanawiamy, dlaczego człowiek je stworzył. Tymczasem wszystkie instytucje na świecie powstały dzięki ludziom żywiącym nadzieję, że być może pomogą im, że dadzą im stałe poczucie bezpieczeństwa. To dziwne, ale nie spełniają one swego zadania. My jednak nie zdajemy sobie z tego sprawy. Tworzymy coraz więcej organizacji – jedną organizację przeciwstawiamy drugiej.
* * *
Tak naprawdę nie istnieje podział na świat wewnętrzny i zewnętrzny – wewnętrzność powołuje do życia zewnętrzność, po czym zewnętrzność nadaje kształt wewnętrzności. Odpływy i przypływy akcji, której towarzyszy reakcja, są ruchem myśli, a myśl zawsze stara się przezwyciężyć zewnętrzność, i to się jej udaje, choć stwarza w ten sposób wiele problemów. Gdy jeden problem zostaje rozwiązany, natychmiast pojawiają się następne. Myśl nadaje także kształt wewnętrzności, formuje ją zgodnie z zewnętrznymi wymaganiami. Ten pozornie nie kończący się proces doprowadził do powstania wstrętnej, okrutnej, niemoralnej, uznającej przemoc społeczności, której niewolnikiem staje się wewnętrzność. Zewnętrzność i wewnętrzność kształtują się wzajemnie.
* * *
Trzeba być naprawdę wrażliwym, nie na coś, lecz po prostu wrażliwym jak młody listek, który rozwinął się kilka dni temu, by stanąć w obliczu wiatru, deszczu, ciemności i światła. Wydaje nam się, że gdy będziemy wrażliwi, zostaniemy zranieni. Zraniony człowiek zamyka się w sobie, buduje wokół siebie mur, staje się surowy, okrutny. Tymczasem gdy jesteśmy wrażliwi bez żadnych nieprzyjemnych i brutalnych reakcji, wrażliwi na własne istnienie, wrażliwi na cały świat, tak wrażliwi, że nie towarzyszy temu ani żal, ani cierpienie, ani umartwianie się, wówczas nasza egzystencja staje się nieograniczona.
* * *
W świecie zgiełku, brutalności, pospolitości i codziennej krzątaniny tracimy całą naszą wrażliwość. Wyostrzając zmysły, nie jakiś jeden szczególny zmysł, lecz mając wszystkie w pełni obudzone – co wcale nie musi oznaczać, że pobłażamy sobie, lecz że jesteśmy wrażliwi na pojawiające się myśli, odczucia, na ból, samotność, obawy – zyskujemy szczególny rodzaj doznań, który wykracza daleko poza dotychczasowe reakcje naszych i naszego ciała. Czy kiedykolwiek przyglądałeś się morzu lub potężnym górom, takim jak Himalaje, rozciągającym się od horyzontu do horyzontu, czy kiedykolwiek wszystkimi zmysłami obserwowałeś kwiaty? Kiedy pojawia się ten rodzaj obserwacji, wówczas przestaje istnieć punkt, z którego się obserwuje, wówczas nie ma „mnie”. Owo „ja”, owa ograniczona do jednego lub dwóch zmysłów obserwacja podtrzymuje egoistyczne działania. Funkcjonujemy przecież dzięki zmysłom, doznaniom i kiedy myśl na podstawie tych doznań kreuje własne wyobrażenia, wtedy pojawia się cała gmatwanina pożądań.
* * *
Któregoś dnia wysoko na niebie można było zobaczyć jastrzębia z czerwonym ogonem. Zataczał kręgi bez wysiłku, nie poruszał skrzydłami, pozwalał się nieść prądom powietrznym. Radował się lotem. Później dołączył do niego drugi ptak i przez chwilę krążyły razem. Stworzenia te wyglądały zachwycająco na tle błękitnego nieba i zranienie ich w jakikolwiek sposób byłoby zbrodnią przecwiko niebiosom. Oczywiście nie ma nieba. To człowiek wymyślił je w poczuciu beznadziejności, gdyż jego życie stało się piekłem, nie kończącym się konfliktem, trwającym od narodzin aż do śmierci, gonitwą, zarabianiem pieniędzy, nieustanną pracą. Jego życie stało się chaotyczne, zmieniło się w pasmo nie mających końca dążeń. Należy sobie zadać pytanie, czy człowiek, czy istota ludzka będzie kiedykolwiek żyć na tej ziemi w pokoju? Konflikt stał się sposobem życia, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz człowieka, zarówno w sferze psyche, jak i w społeczeństwie, które tę psyche ukształtowało.
* * *
Prawdopodobnie miłość całkowicie zniknęła z naszego świata. Miłość rozumiana jako wspaniałomyślność, troskliwość, nieranienie drugiego człowieka, niewzbudzanie w nim poczucia winy, bycie wielkodusznym, uprzejmym, zachowywanie się w taki sposób, by nasze słowa i myśli wypływały ze współczucia. Oczywiście, nie można odczuwać wspólnie z drugim człowiekiem, gdy się przynależy do zorganizowanych instytucji religijnych – wielkich, potężnych, tradycyjnych, dogmatycznych, dla których najważniejsza jest wiara. Miłość potrzebuje wolności. Miłość to nie przyjemność, pożądanie, wspominanie tego, co było. Miłość nie jest przeciwieństwem zazdrości, nienawiści czy gniewu.
Wszystko to może brzmieć dość utopijnie, idealistycznie, jak coś, do czego człowiek może co najwyżej dążyć. Jeśli jednak uwierzymy, że to utopia, wówczas będziemy nadal zabijać. A przecież miłość jest tak samo rzeczywista potężna jak śmierć. Nie ma nic wspólnego z wyobraźnią, sentymentalizmem czy romantyzmem i oczywiście nie ma nic wspólnego z siłą, pozycją czy prestiżem. Jest spokojna jak wody oceanu i tak potężna jak ocean. Jest jak płynące nieprzerwanie wody wielkiej rzeki, która nie ma początku ani końca. Lecz człowieka, który zabija młode foki lub wspaniałe wieloryby, interesuje tylko zarabianie pieniędzy. Powiedziałby: „Żyję z tego, to moje rzemiosło”. Zupełnie nie przejmuje się tym, co nazywamy miłością. Prawdopodobnie kocha swoją rodzinę – lub przynajmniej myśli, że ją kocha – i nie przywiązuje wagi do tego, w jaki sposób zarabia na życie. Być może między innymi dlatego człowiek wiedzie życie, któremu brakuje pełni i zdaje się, że nigdy nie kocha tego, co robi – choć z pewnością zdarzają się wyjątki. Gdyby człowiek żył pracą, którą kocha, wówczas wszystko wyglądałoby inaczej, wówczas rozumiałby, czym jest pełnia życia. Podzieliliśmy życie na części – świat biznesu, świat artystyczny, swiat naukowy, świat życia religijnego. Skłaniamy się ku myśleniu, że wszystkie te światy funkcjonują oddzielnie i że tak powinno być. Robiąc coś odrażającego, stajemy się hipokrytami, gdy w świecie robimy coś odrażającego, ulegamy korupcji, a potem wracamy do domu i prowadzimy spokojne, rodzinne życie. Rodzi to hipokryzję i podwójne życie.
* * *
Aż dziw bierze jak cisza może stopniowo ogarnąć całą ziemię. Pomimo zgiełku miast i hałasu przejeżdżających samochodów cisza ta jest czymś niemalże namacalnym, czymś świętym. Jeżeli człowiek pozostaje w harmonii z naturą, z ze wszystkim, co go otacza, wówczas żyje też w harmonii ze wszystkimi ludźmi. Jeżeli zaś zatraci ten rodzaj kontaktu z naturą, nieuchronnie utraci też bliski związek z otaczającymi go istotami ludzkimi.
* * *
Mamy dużo wiadomości – jedni więcej, drudzy mniej – lecz wewnętrznie pozostajemy bardzo prymitywni, niemalże barbarzyńscy, bez względu na to, jak kulturalni wydajemy się na zewnątrz, jak wiele wiemy o różnych rzeczach, jakie mamy możliwości i przekonywania, dochodzenia do wniosków i podejmowania decyzji. Ten proces dziejący się poza naszym wnętrzem może trwać bez końca. Istnieją dziesiątki specjalistów każdego rodzaju, lecz jeszcze raz spytajmy poważnie, czy jakakolwiek zewnętrzna instytucja, z bogiem włącznie, pomaga człowiekowi położyć kres jego cierpieniu, poczuciu całkowitej samotności, zagubieniu, jego niepokojom i innym tego rodzaju odczuciom? Czy też musi on już zawsze z nimi żyć, radzić sobie z nimi, przyzwyczaić się do nich i twierdzić, że są częścią życia? Ogromna większość ludzi na świecie toleruje obecny stan rzeczy. Powstały instytucje modlenia się o coś, co jest zewnętrzne – modlenia się o pokój, demonstrowania na rzecz pokoju, lecz w sercu człowieka nie ma pokoju.
Co zatem może zmienić człowieka? Przecież cierpi bez końca złapany w sieci strachu, zawsze goniący za przyjemnością. W ten sposób przebiega jego życie i zdaje się, że nie jest w stanie tego zmienić. Zamiast przyjmować cyniczną postawę wobec tego, co jest, postawę pełną zgorzknienia, złości, narzekania na życie, pytam, jak można to wszystko zmienić? Z pewnością nie dzięki zewnętrznym organizacjom. Człowiek musi wyjść temu naprzeciw, nie unikać tego. Musi to badać bez proszenia jakąkolwiek pomoc, musi się stać mistrzem dla samego siebie. To przecież człowiek tworzy społeczność, w której żyje, jest za nią odpowiedzialny i właśnie owa odpowiedzialność wymaga, by próbował się zmienić. Niestety, tylko niewielu zwraca na to uwagę. Większość myśli zupełnie inaczej, nieodpowiedzialnie, poszukuje spełnienia własnego, egoistycznego życia, idealizuje swe dążenia, lecz one wciąż pozostają egoistyczne.
* * *
Cisza jest wielkim błogosławieństwem. Oczyszcza umysł, ożywia go. Cisza sprawia, że rośnie energia, nie energia myśli czy energia maszyn, lecz energia nieskażona, nie skalana myślą. Jest to energia o trudnym do zmierzenia ogromie i możliwościach. W miejscu tym umysł, pracując aktywnie, przez cały czas pozostaje w ciszy. Owa niezwykła aktywność umysłu ma cechy, głębię i piękno ciszy.
* * *
Religie uznane i tradycyjne, a także religie o mniejszym znaczeniu, wyznania i dogmaty przyniosły ludzkości wiele szkody. W dziejach świata są one odpowiedzialne za wojny, za przeciwstawianie jednego człowieka drugiemu, jednego kontynentu, na którym panują głęboko zakorzenione wierzenia, rytuały, dogmaty, drugiemu kontynentowi, na którym nie wierzy się w te same rzeczy, nie uznaje się tych samych symboli, tych samych rytuałów. Nie jest to jesdnak religia, lecz tylko powtarzanie tradycji i niekończących się rytuałów, które dawno zatraciły znaczenie, a teraz są wielkim widowiskiem i dostarczają jedynie pewnego rodzaju podniet. Tymczasem religia to coś zupełnie innego. Często mówiłem o religii. Jej istotą jest wolność, nie zaś robienie tego, co się chce, bo to jest dziecinada, niedojrzałość, sprzeczność, które prowadzą do wielkich konfliktów, nieszczęścia, zamętu. Wolność jest zupełnie czymś innym. Wolność oznacza brak psychologicznych, wewnętrznych konfliktów. Dzięki tak rozumianej wolności umysł stanowi pewną całość, a nie jest podzielony na części. Wolność oznacza również miłość i współczucie. Nie może być mowy o wolności, gdy nie dochodzi do głosu rozum. To właśnie we współczuciu i miłości rozum przejawia się najpełniej. Problem ten możemy rozważać bez końca, lecz chodzi o to, by wewnętrznie, a nie werbalnie czy intelektualnie, zaakceptować to, że taka jest właśnie natura życia.
* * *
Zdaje się, że wszystko wydaje swój własny dźwięk. Tamto drzewo stojące samotnie w polu ma ten szczególny dźwięk charakterystyczny dla drzew znajdujących się z dala od innych. Wielkie sekwoje wydają swój własny, głęboki, nieprzemijający odgłos. Cisza także ma szczególne brzmienie. Oczywiście także nie kończąca się paplanina ludzi na temat biznesu, polityki, postępu technologicznego i innych spraw ma swe określone brzmienie. Naprawdę dobra książka wydaje szczególne wibracje dźwiękowe. Bezkresna pustka również ma swój pulsujący odgłos.
* * *
Spójrzmy na starych mężczyzn i stare kobiety. Jakże niedołężnie, nieszczęśliwie i brzydko wyglądają, jacy są zagubieni. Czy nie dzieje się tak dlatego, że w rzeczywistości nie rozumieją oni ani życia, ani śmierci? Przeżyli już swoje życie, zmarnowali je na ustawiczne konflikty, które rozwijały i wzmacniały wyłącznie ich „ja”, ich „ego”. Dni upływają nam na nieustannym zmaganiu się z różnymi konfliktami, nieszczęściami, na zabawie i przyjemnościach, na piciu, na paleniu papierosów, przesiadywaniu do późna w nocy, a przede wszystkim na pracy, pracy i jeszcze raz pracy. A pod koniec swego życia człowiek staje nagle twarzą w twarz ze zjawiskiem zwanym śmiercią i jest nim przerażony. Uważa, że zawsze może je zrozumieć, może je głęboko odczuć. Dziecku kierującemu się ciekawością można pomóc zrozumieć śmierć, mówiąc, że nie jest to tak po prostu wyniszczenie ciała przez choroby, podeszły wiek czy jakiś nagły wypadek, lecz że każdego dnia wraz z jego końcem kończy się nasze życie.
Nie ma zmartwychwstania – jest to przesąd, dogmat. Wszystko na tej przepięknej ziemi zyje, umiera, rodzi się i odchodzi. By uchwycić ten całościowy proces życia, potrzeba rozumu. Nie rozumu myślącego, książek, wiedzy, lecz wrażliwego, kochającego i współczującego rozumu. Można być pewnym, że jeśli nauczyciel rozumie znaczenie śmierci, jej dostojeństwo, niezwykłą prostotę umierania, rozumie ją nie intelektualnie, lecz dogłębnie, wówczas będzie w stanie przekazać to uczniowi lub dziecku. Będzie potrafił powiedzieć, że umierania, że końca, który jest czymś nieuniknionym, nie należy się obawiać, gdyż jest on elementem życia, stanowi z nim jedność. Zatem uczeń lub dziecko, dorastając, nigdy nie będzie lękać się końca. Jakże straszne byłoby, gdyby wszyscy ludzie, którzy żyli przed nami, wszystkie przeszłe pokolenia wciąż zyły na ziemi. Początek nie jest końcem.
Chciałbym pomóc – nie, jest to złe słowo – chciałbym w moich naukach przedstawić śmierć jako pewien rodzaj realności, jako coś aktualnego. Chciałbym powiedzieć nie komuś umierającemu, lecz każdemu z was, bez względu na to, czy jest młody, czy stary, że śmierć jest czymś nieuchronnym, z czym wszyscy będziemy musieli stanąć twarzą w twarz. Nie ma ona nic wspólnego ze łzami, samotnością, rozdzieleniem z bliskimi. Jakże łatwo zabijamy, nie tylko zwierzęta, by zyskać pożywienie. Powszechnie zabijamy również bez potrzeby, jedynie dla rozrywki, nazywając to sportem – zabijamy sarny, ponieważ jest sezon łowiecki. Zabicie sarny jest jak zabicie sąsiada. Zabijacie zwierzęta, ponieważ utraciliście kontakt z naturą, ze wszystkimi istotami żyjącymi na naszej ziemi. Zabijacie, tocząc wojny z powodu wielu romantycznych, nacjonalistycznych i politycznych przekonań. W imię boga zabijaliście ludzi. Przemoc i zabijanie idą z sobą w parze.
[…]
Uświadomiłem sobie całą śmierć, nie tylko jej koniec, lecz także i początek. Śmierć nie jest czymś przerażającym, czymś, czego należałoby unikać, co należałoby odsuwać od siebie. Jest raczej czymś, z czym trzeba obcować każdego dnia. Z takiego rozumienia śmierci rodzi się poczucie nieśmiertelności

Coś od siebie i „Te Prosiaczka” Benjamina Hoffa

Czy aktywność na tym świecie ma jakikolwiek sens, sens wyższy? Czy nie jest już zbyt wielu ludzi, którzy chcą coś powiedzieć, przedrzeć się przez masę anonimowych? Czy jeśli stworzę coś wartościowego, to czy sytuacja, kiedy ktoś to odczyta i uzna za wartościowe dla samego siebie, ma sens? Umrę i mnie nie będzie, pozostaną tylko jakieś tam zapiski, ważne albo nieważne dla kogoś bliższego lub dalszego? Czy słowa non omnis moriar lub exegi monumentum cokolwiek znaczą? Czy stawianie wszystkiego według takich stwierdzeń nie jest po prostu pogrążeniem się w ambicjonalnym podejściu do życia? Są to trudne pytania, ponieważ podważają jakąkolwiek działalność. To samo można przełożyć na mamonę lub dzieci. Okazuje się, że w sumie nic nie jest do końca warte tego, żeby się za tym uganiać bez wytchnienia…
Dużo obserwuję i zauważam, że sława, mamona są kierunkami, przy których często, jeśli nie zawsze, pojawia się słowo egoizm lub egotyzm. Zauważam również istnienie czegoś takiego jak „karma”, bilans zawsze musi się zgadzać. Jeśli wykonasz złą rzecz danego dnia, pojawi się ona jako twój problem prędzej czy później w tej samej lub w innej dziedzinie życia. Tak samo jest z dobrymi rzeczami. A czym jest życie, jak żyć, żeby nie popaść w ruinę? Tworzyć swoje życie z tych dobrych kawałków, odrzucając jednocześnie te złe, bo przecież bilans musi się zgadzać. Tak więc jeśli robić coś wartościowego, to nie z myślą nie wszystek umrę lub stawiam pomnik, tylko z założeniem, że moje doświadczenie posłuży komuś w osiągnięciu stanu równowagi duchowej, równowagi w życiu, może być to tylko jedna jedyna osoba na świecie. Wartościowe również ze względu na nasze życie, mamy je potencjalnie jedno jedyne, żadne po śmierci, i dobrze jest żyć z tym uczuciem niepowtarzalności na każdym kroku. Dlatego buddyści i taoiści wyprzedzają pozostałych, najbardziej ze wszystkich „zajęci są” niepowtarzalnością każdej chwili. W chrześcijaństwie widać to u Jezusa, u św. Franciszka, u Mertona, może znalazłoby się ich odrobinę więcej, reszta to dogmat i hierarchia. Żyć chwilą, to nie żyć nie zważając na przeszłość i przyszłość. Żyć chwilą, to jak najmocniej tę chwilę odczuwać, pamiętać co złego, gorszego zrobiło się wcześniej i wybiegając w przyszłość tworzyć lepszego siebie, tworzyć lepsze „tu i teraz”, nigdzie indziej. Carpe diem:).

Te Prosiaczka, Benjamin Hoff

Cały sukces „Saturday Review” był bezpośrednio związany z propagowaniem nowych idei i sztuki w życiu umysłowym. Taki profil ma szczególne znaczenie w sytuacji zalewu naszej kultury narodowej w ostatnich latach przez miernotę. Wydaje się, jakby istniała jakaś rywalizacja, szczególnie w rozrywce i ruchu wydawniczym, w znajdowaniu coraz to niższych szczebli na drabinie dobrego smaku…
Powszechnie aprobowany jest dziwny pogląd, jakoby wolność była w jakiś sposób równoważna z używaniem języka rynsztokowego. Swego czasu ludzie działający na polu sztuki przechwalali się swymi zdolnościami przekazywania idei, które atakują niesprawiedliwość społeczną i brutalność. Dzisiaj niektórzy z nich zdają się uważać, że zadadzą śmiertelny cios ludzkości, jeżeli tylko użyją odpowiedniej ilości wulgarnych słów…
Wulgaryzacja języka nie tylko odzwierciedla, ale także powoduje odwrót od uprzejmego zachowania. Najmniejsza różnica zdań jest okazją do gwałtownych reakcji. Telewizja nauczyła całe pokolenie Amerykanów, że normalnym sposobem reagowania na jakiś drobiazg jest walnięcie kogoś w twarz.

Norman Cousins

* * *

Henry David Thoreau
Jestem pewien, że nigdy nie przeczytałem żadnej wartej zapamiętania wiadomości w gazecie. Jeżeli przeczytamy o jednym obrabowanym lub zamordowanym człowieku, albo zabitym w wypadku, albo jednym spalonym domu, albo jednym zatopionym statku, albo jednym eksplodującym parowcu, albo jednej krowie rozjechanej przez Zachodnią Kolej, albo jednym zabitym wściekłym psie, albo jednym przypadku pojawienia się świerszczy zimą – to nie potrzebujemy już czytać o następnym. Jeden zupełnie wystarczy.

Walden, Henry David Thoreau

* * *

Gdybym był rurociągiem, wolałbym, żeby przepływały przeze mnie górskie strugi i strumyki Parnasu, a nie miejskie ścieki. Istnieje natchnienie – ta plotka z niebieskiego posterunku, wpadająca w ucho uważnego słuchacza. Istnieje też sprofanowane i zepsute objawienie baru i posterunku policji. To samo ucho może usłyszeć oba przekazy… Winniśmy traktować nasze umysły, czyli samych siebie, jak niewinne i naiwne dzieci, których jesteśmy opiekunami, i uważać na to, co wrzucamy w pole ich uwagi. Nie czytajcie „Times\’a”. Czytajcie Wieczności.

Walden, Henry David Thoreau

* * *

Całe te rozważania o gazetach, plotkach i takich sprawach prowadzą nas do klasycznych Kłapouchych, morderców radości i niszczycieli dobrej zabawy, potocznie zwanych krytykami. Dobrze ich znacie, bez względu na to, czy chodzi o szacownych szargaczy reputacji, czy też o mieszkającego obok was starego marudę. Jeżeli śpiewacie, oni potrafią śpiewać lepiej (chociaż wcale nie umieją śpiewać). Jeżeli tańczycie, oni potrafią tańczyć lepiej (chociaż wcale nie umieją tańczyć). Jeżeli reżyserujecie spektakl teatralny, oni potrafią go lepiej wyreżyserować (chociaż wcale nie umieją reżyserować). Cokolwiek robicie – oni potrafią zrobić to lepiej, nawet jeżeli nie umieją tego choćby tak samo dobrze jak wy. A ponieważ nie umieją tego robić tak dobrze jak wy, nie potrafią tego właściwie ocenić. Czy to potępiając genialne dzieło, czy wychwalając coś prawdziwie okropnego, krytycy mylą się w znacznej większości przypadków. A mimo wszystko mogą mieć niezwykle duże wpływy. To wpływy są odpowiedzialne za bezpowrotne utracenie wielu rzeczy, które mogłyby przynieść światu znaczne korzyści.

* * *

Na nieszczęście, bardzo łatwo być niecierpliwym, nierozważnym i roztrzepanym Tygrysem w społeczeństwie, które podziwia i nagradza impulsywne zachowania. Reklamy namawiają nas do kupna tego-a-tego i psucia samych siebie. To bardzo właściwe słowo – PSUCIE. Zasługujemy na to, jak mówią w reklamach. (Może i tak, ale chcielibyśmy myśleć, że jesteśmy trochę lepsi.) Towary w sklepach są tak przemyślnie ustawione, by pobudzić nas do kupowania pod wpływem nagłego impulsu. Filmy, programy telewizyjne i czasopisma promują zachowania impulsywne najgorszego rodzaju – i to w sposób typu „rzućcie im to prosto w twarz”. Niemal wszystko, od stylu fryzury do stylu życia, ukazywane jest jako jakiś narkotyk, który mamy zażyć niezwłocznie, aby doznać natychmiastowej ulgi. Jeśli będziesz miał taki model samochodu, taki krój ubrania, takie będą kształty twojej dziewczyny, albo przeżyjesz tego rodzaju przygodę miłosną – będziesz szczęśliwy. Będziesz kochany. Będziesz Kimś. Ci, których na to nie stać, skazani są na frustrację. Ci zaś, których stać, skazani są na nieunikniony zawód. Jak ujął to Oscar Wilde: „Na świecie istnieją tylko dwa rodzaje tragedii. Pierwszy – kiedy nie dostajesz tego, czego pragniesz, a drugi – kiedy to dostajesz”. Pamiętajmy też o starym perskim przekleństwie: „Żeby każde twoje pragnienie natychmiast się spełniło”.

* * *

Luther Stojący Niedźwiedź
Nie myśleliśmy o wielkich przestrzeniach prerii, pięknych wzniesieniach gór, wijących się strumieniach z poplątaną roślinnością, jako o „dziczy”. Tylko dla białego człowieka przyroda była „dzika” i tylko dla niego na tej ziemi żyły „dzikie” zwierzęta i „dzicy” ludzie. Dla nas wszystko to było oswojone. Ziemia była płodna, a nas otaczało błogosławieństwo Wielkiej Tajemnicy. Dopiero kiedy przyszedł włochaty człowiek ze wschodu i z brutalną furią narzucił niesprawiedliwość nam i naszym kochanym rodzinom, wtedy ta ziemia stała się dla nas „dzika”. A kiedy leśne zwierzęta zaczęły uciekać, słysząc jego kroki, zaczął się dla nas „Dziki Zachód”.

Luther Stojący Niedźwiedź, wódz Sioux Oglala

* * *

Gdybyśmy mieli streścić nauki taoistyczne dotyczące życia codziennego do ich najbardziej podstawowych elementów, brzmiałyby one: obserwuj, dedukuj i stosuj. Przypatruj się rzeczom wokół ciebie – odrzucając, najlepiej jak umiesz, wcześniejsze koncepcje, jakie ty albo inni mieli na ten temat. Idealnie byłoby, gdybyś mógł spoglądać tak, jakbyś widział to po raz pierwszy. W swym umyśle zredukuj to do najbardziej zasadniczych elementów – „Zobacz prostotę w złożoności”, jak ujął tę zasadę Lao-tse. Wykorzystuj odczucie na równi z logiką, aby zrozumieć to, co widzisz (na tym polega zasadnicza różnica między pełnią myślenia a technicznym myśleniem lewej półkuli mózgu). Postaraj się znaleźć powiązania między poszczególnym elementami – zauważ powtarzające się układy i zależności. Zastanów się, jakie prawa przyrody przejawiają się w nich. A potem działaj zgodnie z tymi prawami, możliwie najmniejszym wysiłkiem, aby dowiedzieć się więcej i osiągnąć to, co chcesz – i nic ponadto.

* * *

Chuang-tse
Skąd możemy wiedzieć, że trzymanie się życia nie jest błędem? Może nasz strach przed nadejściem jego końca jest niczym zabłądzenie i niemożność powrotu do domu.
Li Chi była córką nadgranicznego wodza Ai Fenga. Kiedy książę Hsien poprosił o jej rękę, płakała tak długo, aż całe rękawy miała mokre od łez. Lecz kiedy poznała księcia bliżej i zamieszkała w jego pałacu, śmiała się ze swych wcześniejszych lęków i smutków. Skąd możemy wiedzieć, że duchy zmarłych nie robią tak samo?
Ci, którzy śnią o ucztach, mogą obudzić się i zastać głód i niedolę. Ci, którzy śnia o głodzie, mogą po zbudzeniu wstać i wyruszyć na polowanie. Podczas snu jednak nie zdają sobie z tego sprawy… Lecz kiedy się obudzą, wiedzą, że był to tylko sen. Pewnego dnia nadejdzie wielkie przebudzenie i wtedy dowiemy się, że nasze życie było jak sen.
Słowa te mogą wydać się dziwne, ale po wielu latach, niespodziewanie któregoś ranka lub wieczoru, możemy spotkać kogoś, kto nam je wytłumaczy.

Chuang-tse

* * *

Ko Hung

Człowiek zadowolony może się cieszyć tym, co wydaje się bezużyteczne. Może znaleźć ciekawe zajęcie w lesie lub w górach. Mieszka w małej chatce i przyjaźni się z prostymi ludźmi. Nie zamieniłby wytartego okrycia na cesarskie szaty, ani tobołka na plecach na czterokonny powóz. Pozostawia turkusy w górach, a perły w morzu. Gdziekolwiek zmierza, cokolwiek robi – potrafi być szczęśliwy; wie, kiedy ma się zatrzymać. Nie zrywa krótko kwitnącego kwiatu, nie wędruje niebezpieczną drogą. Dla niego dziesięć tysięcy rzeczy to pył na wietrze. Śpiewa sobie, idąc wśród zielonych gór.

Osłaniające go gałęzie drzew są dlań przyjemniejsze niż dwory z czerwonymi bramami, pług w rękach daje mu więcej satysfakcji niż tytuły i proporce, świeża woda z górskiego źródła jest dlań smaczniejsza niż uczty możnych. Jest prawdziwie wolny. Cóż może dlań znaczyć walka o zaszczyty? Czym może go pociągać zachłanność i pożądliwość? Przez swą prostotę ma Tao, a przez Tao – wszystko. Widzi światło w „ciemności”, pogodę w „chmurach”, szybkość w „powolności”, pełnię w „pustce”. Kucharz przygotowujący posiłek ma u niego tyle samo szacunku, co słynny śpiewak albo wysoki urzędnik. Nie ma żadnych korzyści do zdobycia, ani żadnej posady do stracenia, nikt go nie oklaskuje ani nikt nie krytykuje. Kiedy spogląda w górę, to nie z zazdrością. Kiedy patrzy w dół, to nie z pogardą. Wielu na niego patrzy, ale nikt go nie widzi. Spokojny i oderwany, wolny jest od niebezpieczeństw, niczym smok ukryty wśród ludzi.

Ko Hung

Wszystkie grafiki pochodzą z Wikipedii

Zen i sztuka oporządzania motocykla, Robert Maynard Pirsig

Rozważanie instytucji rządowych lub establishmentu jako systemu jest prawidłowe, gdyż u podstaw tych organizacji leżą takie same strukturalne koncepcje zależności jak w motocyklu. Strukturalne powiązania podtrzymują istnienie tych instytucji nawet wówczas, kiedy utraciły jakiekolwiek znaczenie i cel. Ludzie przychodzą do fabryki i wykonują bez sprzeciwu absolutnie bezsensowne zadania od ósmej do piątej, ponieważ struktura tego od nich wymaga. To nie złoczyńca czy też szaleniec, który chce, by życie ich było bezsensowne, to tylko struktura, system tego żąda, i nie ma chętnego, który podjąłby trudne zadanie zmiany struktury, jedynie dlatego, że jest ona bezsensowna.
Zburzenie fabryki albo rebelia przeciwko rządowi czy też unikanie reperacji motocykla dlatego, że są to systemy, oznacza raczej walkę z objawami niż z przyczynami; a dopóki atak skierowany jest tylko przeciw objawom, żadna zmiana nie jest możliwa. Istotnie realnym systemem jest sama konstrukcja naszego współczesnego systematycznego myślenia, sam racjonalizm, tak więc jeśli zburzymy fabrykę bez naruszenia racjonalizmu, z którego powstała, to ten sam racjonalizm zbuduje po prostu inną fabrykę. Kiedy rewolucja obali systematyczny rząd, a modele systematycznego myślenia, w ramach których był wytworem, pozostaną nietknięte, wówczas modele te odtworzą się w następnym rządzie. Tak wiele mówi się o systemach i tak mało się z nich pojmuje.
* * * 
Celem metody naukowej jest wybranie jednej jedynej prawdy spośród wielu prawd hipotetycznych. Na tym właśnie, bardziej niż na czymkolwiek innym, polega nauka. Historycznie dokonała jednak nauka czegoś całkowicie przeciwnego. Poprzez coraz większe mnożenie faktów, informacji, teorii i hipotez, sama prowadzi ludzkość od jednej absolutnej prawdy do wielu prawd, nieokreślonych i względnych. Nie kto inny niż nauka sama jest głównym sprawcą chaosu społecznego, producentem nijakich myśli i wartości, które miały być wyeliminowane dzięki racjonalnej wiedzy. To, co Fedrus widział przed laty, w osamotnieniu swego własnego laboratorium, można teraz dostrzec w świecie technologii wszędzie. Naukowo wyprodukowana antynauka – chaos.
* * * 
Przyczyną naszego współczesnego kryzysu społecznego, powiedziałby Fedrus, jest błąd genetyczny w naturze samego rozumu. Kryzys ten będzie trwał dopóty, dopóki błąd ten nie będzie usunięty. Nasze współczesne praktykowanie racjonalizmu nie prowadzi społeczeństwa ku lepszemu światu. Oddala nas odeń coraz bardziej. Od czasów Renesansu takie podejście przynosiło korzyści i przynosić je będzie tak długo, jak długo dominować będą potrzeby zaspokojenia braku żywności, produkcji ubrań i budowy dachu nad głową. Lecz teraz, kiedy te potrzeby nie są tak naglące dla wielu ludzi, pojawiają się inne oczekiwania. Zaczyna się to podejście takim, jakim jest naprawdę – uczuciowo jałowe, estetycznie nie znaczące i duchowo puste. Tak jest dzisiaj i tak będzie długo jeszcze. 
* * * 
Wszystkie religie Wschodu przywiązują wielką wagę do doktryny sanskryckiej Tat tvam asi („Ty jesteś tym”), która głosi, że wszystko w naszym myślowym wyobrażeniu o tym, czym jesteśmy, i wszystko, co uważamy za naszą świadomość, jest niepodzielne. Uświadomienie sobie tej niepodzielności oznacza osiągnięcie oświecenia. 
Logika złudnie zakłada rozdział pomiędzy podmiotem a przedmiotem i dlatego właśnie nie jest prawdą ostateczną. Złudzenia tego można pozbyć się dzięki zaprzestaniu czynności fizycznych i umysłowych oraz wyłączeniu doznań uczuciowych. Są na to sposoby. Jednym z najważniejszych jest sanskrycka metoda dhyana, zniekształcona w języku chińskim na Chan, a w japońskim na Zen. 
* * * 
Przez chwilę przyglądam się przejeżdżającym samochodom. Jest w nich coś z osamotnienia. Właściwie to nie osamotnienie – to coś gorszego. Nijakość. Jak wyraz twarzy pracownika stacji benzynowej, kiedy napełniał zbiornik. Nijaki. Nijaki krawężnik przy nijakim żwirze na nijakim skrzyżowaniu prowadzącym donikąd. 
Coś nie jest w porządku także z kierowcami tych samochodów. Wyglądają jak ten pracownik stacji, patrzą prosto przed siebie, jakby w transie, w jakimś własnym, osobistym zapamiętaniu. Nie widziałem tego od… od czasu, kiedy Sylwia podzieliła się swoim spostrzeżeniem pierwszego dnia. Wszyscy wyglądają jak na pogrzebie.
Od czasu do czasu ktoś rzuca spojrzenie w bok i zaraz odwraca pustą, pozbawioną wyrazu twarz, jak gdyby w zakłopotaniu, iż mogliśmy zauważyć, że zamiast pilnowania swojego nosa patrzył na nas. Dostrzegam to teraz wyraźnie, od dłuższego czasu nie mieliśmy takich widoków. A i nasza jazda też wygląda jakoś inaczej. Samochody poruszają się ze stałą prędkością, równą górnej granicy szybkości obowiązującej w mieście, i kierowcy nie widzą nic poza jezdnią. Kierowcy zdają się myśleć bardziej o tym, gdzie chcą być, niż o tym, gdzie są. 
* * * 
Samotność ludzi w mieście. Spotykałem ją wszędzie, w supermarkecie, przy automatycznych pralkach i przy płaceniu rachunku w motelu, w autobusach turystycznych pełnych samotnych emerytów, którzy przy drodze przyglądają się drzewom, a jadą po to, żeby patrzeć na morze. Czuje się ją w pierwszym błysku spojrzenia, w każdej spotkanej nowej twarzy – w pytaniu trwającym tylko przez małą chwilę. 
Robert Pirsig, zdjęcie z 2007 roku

Widzimy teraz coraz więcej tej samotności i paradoksalnie jest ona największa w wielkich zatłoczonych metropoliach Wschodniego i Zachodniego Wybrzeża. Wydawałoby się, że bardziej samotni powinni być ludzie rozproszeni na wielkich połaciach zachodniego Oregonu, Idaho, Montany i Dakoty, ale tam wcale tego nie zauważyliśmy. 
Okazuje się, tak przypuszczam, że fizyczny dystans pomiędzy ludźmi nie ma nic wspólnego z samotnością. Chodzi o dystans psychiczny, a w Montanie i Idaho odległości geograficzne pomiędzy ich mieszkańcami są duże, ale psychiczny dystans niewielki. Tutaj jest odwrotnie. 
Jesteśmy w Ameryce pierwszej klasy. Jej forpoczty napotkaliśmy onegdajszej nocy w Princeville Junction i od tej pory towarzyszy nam stale. Pierwszorzędna Ameryka autostrad i supersamolotów, telewizji i spektakli filmowych. Ludzie, których trzyma w swoich objęciach, zdają się spędzać większość swojego życia bez bliższego kontaktu z tym, co ich otacza. Środki masowego przekazu przekonały ich, że to, co jest najbliżej nich, nie ma znaczenia. Dlatego mają samotność wypisaną na twarzach. Najpierw nikły przebłysk zaciekawionego rozpoznania, ale kiedy już ich wzrok spocznie na tobie, stajesz się tylko jednym z przedmiotów. Nie liczysz się. To nie ciebie wyglądają. Nie jesteś z telewizji. 
Ale w drugorzędnej Ameryce, w tej, którą przejechaliśmy, w Ameryce lokalnych dróg, Chińskich Rowów, koni Appaloosa, horyzontów wyznaczanych górskimi łańcuchami, zadumy myślowej, dzieci z szyszkami sosnowymi, trzmieli i otwartego nieba nad nami, rozpostartego na setki kilometrów – w tej Ameryce dominowała rzeczywistość wokół nas, ona była dla nas ważna. I tu nie było zbyt wiele miejsca na samotność. Tak zapewne musiało być sto czy dwieście lat temu. Nie było prawie wcale ludzi i prawie wcale samotności. Popadłem zapewne w zbytnie uogólnienia, ale przy zachowaniu pewnych proporcji, dokładnie tak sprawa naprawdę wygląda. 
Głównym sprawcą ludzkiej samotności jest technika i to ją sadza się na ławie oskarżonych, gdyż w sposób oczywisty samotność kojarzy się z jej wytworami – z autostradami, samolotami, telewizją i tak dalej – mam jednak nadzieję, iż jasno wynika z poprzednich wywodów, że prawdziwą przyczyną zła nie są produkty techniki, lecz jej tendencja do kreowania w ludziach postaw opartych na obiektywizmie. Prawdziwym złem jest obiektywizm, dualistyczny ogląd rzeczywistości będącej podstawą techniki.

Outsider, Colin Wilson

Thomas Edward Lawrence
Wyłożyliśmy im tę sprawę… wskazując, że życie w gromadzie ma charakter wyłącznie zmysłowy i aby je przeżyć i pokochać, człowiek musi poznać je do dna. Rewolta nie jest azylem dla ludzi słabych, ani nie obiecuje w nagrodę radości. Istota rewolty to stały przyrost siły, aby można było wytrzymać wszystko, co potrafią wytrzymać zmysły, z pełną świadomością, że każdy krok stanowi przygotowanie do dalszych niebezpieczeństw, jeszcze większych wyrzeczeń i dotkliwszych cierpień. Przeszłość i przyszłość znajdują się poza zasięgiem naszych doznań zmysłowych. Uczucie przeżyte to uczucie już poskromione, martwe doświadczenie, które złożone zostało do grobu w chwili, gdy zdołaliśmy wyrazić je w słowach.

Prawdziwi ludzie pustyni są skazani, jak dobrze o tym wiedzą, na wieczną walkę z nieprzyjacielem, który nie należy ani do naszego świata, ani życia, lecz jest samą nadzieją. Klęska jest więc wolnością, ofiarowaną ludziom przez Boga. My możemy korzystać z tej wolności tylko w sposób negatywny, czyli nie robiąc nawet tego, co leży w naszej mocy. Życie stanie się wtedy naszą własnością, gdyż okazując mu wzgardę będziemy nad nim panować. Śmierć okaże się najlepszym z naszych uczynków, ostatnią szansą uczciwości wolnego człowieka, od dawna zasłużonym odpoczynkiem. Mając do wyboru dwie ostateczności, życie i śmierć, lub mówiąc mniej krańcowo, swobodę i trwanie, ograniczymy trwanie (które stanowi substancję życia) do minimum i ze wszystkich sił będziemy dążyć do swobody. Wtedy dopiero będziemy mogli realizować prawdę, że bierność jest bardziej moralna od działania. Niektórzy ludzie są pozbawieni siły twórczej, a ich swoboda nie przynosi żadnych owoców, ale tylko dlatego, że jedynym ich tworzywem jest materia. Chcąc tworzyć dzieła niematerialne, dzieła twórcze, pochodzące z ducha, a nie z ciała, musimy jak najmniej czasu i trudu poświęcać potrzebom fizycznym, ponieważ u większości ludzi dusza starzeje się znacznie szybciej od ciała. Wyrobnikom ludzkość niczego nie zawdzięcza. (Lawrence)
Ilustracja autorstwa Williama Roberts\’a do Siedmiu filarów mądrości T.E. Lawrence\’a
* * *
Oto prawdziwy Van Gogh; nie malarz, nie outsider, dla którego życie jest żywym i bolesnym pytaniem, domagającym się odpowiedzi, zanim Van Gogh zacznie żyć. Jego najwcześniesze doświadczenia uczą go, że życie – to wiekuiste Za i Przeciw. Na skutek wrodzonej wrażliwości niezwykle głęboko uświadamia sobie owo Przeciw – własną niedolę i niedolę świata. Wszystkie siły wytęża w poszukiwaniu Za – instynktownego, bezwzględnego Tak. Podobnie jak każdy artysta ma chwile, kiedy wydaje mu się, że jest w całkowitej zgodzie z wszechświatem i z samym sobą; kiedy – jak Meursault – czuje, że wszechświat i on sam pochodzą z jednego praźródła; całe życie wydaje mu się wtedy celowe i własna niedola również wydaje się celowa. Poza owymi chwilami nieprzerwanie trwa walka o ponowne przeżycie tego objawienia. Jeżeli we wszechświecie istnieje ład, jeżeli można czasami ów ład dostrzec i czuć się w całkowitej harmonii z nim, musi on być widzialny, namacalny tak, by można go było przy pomocy jakiejś dyscypliny odzyskać. Sztuka – to tylko jedna postać takiej dyscypliny.
Gwiaździsta noc, Vincent van Gogh
Niestety, problem ów komplikują rozmaite, całkiem uboczne potrzeby ludzkie, które zaprzątają uwagę: życie w gromadzie, wzajemne zrozumienie, poczucie uczestnictwa w społecznym życiu ludzkości. I, oczywiście, sprawa dachu nad głową, jedzenia, picia. Artysta usiłuje poświęcić im uwagę, ale nie łatwo mu to uczynić, skoro jest tyle innych, ważniejszych rzeczy do przemyślenia. A wszystko staje się jeszcze trudniejsze na skutek wrogości innych ludzi, którzy dzień w dzień wysuwają pytanie: „Czy to możliwe, żebym ja był w błędzie?”.
* * *
Przypuśćmy, że wielka Potęga Życia wpadła na pomysł zegarowego wahadła i użyła Ziemi jako jego tarczy. Przypuśćmy, że dzieje jednego ruchu owego wahadła, które nam, działającym, wydają się takie nowe, są tylko powtórzeniem dziejów poprzedniego ruchu; ba, jeszcze więcej: jeśli w jakiejś niewyobrażalnej nieskończoności czasu Słońce wyrzuca naszą Ziemię w górę i znów ją chwyta, jak woltyżer cyrkowy wyrzuca w górę piłkę, i jeśli nasze wielowiekowe epoki są jedynie chwilami pomiędzy wyrzuceniem a chwyceniem – czy taki olbrzymi mechanizm może bez jakiegokolwiek celu? (G.B. Shaw, Człowiek i nadczłowiek)
* * *
Sposób, w jaki I Ching usiłuje patrzeć na rzeczywistość, zdaje się nie aprobować toku naszego rozumowania opartego na zasadzie przyczynowości. Z punktu widzenia starożytnego Chińczyka chwila, stanowiąca przedmiot naszych obecnych rozważań, jest raczej uchwyceniem przeżycia przypadkowego niż wyraźnie określonym wynikiem łączących się ze sobą procesów przyczynowych. Interesuje nas raczej sytuacja wytworzona przez przypadkowe wydarzenia, a nie hipotetyczne przyczyny, które pozornie spowodowały ów zbieg okoliczności. (C.G. Jung, fragment Wstępu do I Ching)
* * *
Istotna różnica pomiędzy marksistą a romantykiem-outsiderem polega na tym, że pierwszy chciałby ściągnąć niebo na ziemię, a drugi marzy o podniesieniu ziemi do nieba. W oczach outsidera marksista jest beznadziejnie krótkowzroczny w swym dążeniu do stworzenia raju na ziemi; pojęcia jego zdają się opierać na całkowitym niezrozumieniu psychologii człowieka. Typowy przykład outsiderowskiej krytyki idealizmu społecznego stanowią: Nowy wspaniały świat Aldousa Huxley\’a i My Zamiatina.
* * *
Wielu ludzi żyje od chwili do chwili, nie sięgając wzrokiem naprzód, ani wstecz. Całą ich uwagę pochłaniają – jak u zwierząt – bezpośrednie potrzeby fizyczne. Przeciętny człowiek różni się od psów i kotów w pierwszym rzędzie tym, że sięga wzrokiem dalej naprzód, potrafi trapić się swymi potrzebami fizycznymi, które będą aktualne dopiero za sześć miesięcy, a nawet dziesięć lat. Dogmat o Grzechu Pierworodnym podkreśla fakt, że człowiek utracił zdolności wizjonerskie dlatego, iż zużywa zbyt wiele energii na myślenie o sprawach praktycznych. W każdym razie tego rodzaju interpretację sugerują nam wielcy nauczyciele religii, przypominając, że Jezus mówił Żydom, by nie tracili tak wiele czasu na zdobywanie i trwonienie dóbr materialnym, lecz by brali przykład z lilii polnych.
* * *

Ludzie przeważnie myślą jedynie o swych bezpośrednich potrzebach fizycznych; przenieśmy ich na bezludną wyspę, gdzie nie mieliby pożywki dla swych umysłów, a dostaną obłędu. Brak im istotnych bodźców działania. Przekleństwem naszej cywilizacji jest nuda. Kierkegaard ujął to spostrzeżenie dobitnie: 
„Bogowie nudzili się, więc stworzyli człowieka. Adam nudził się w samotności, powstała więc Ewa. Od tego momentu nuda zakradła się do dziejów świata i rosła coraz bardziej, dokładnie w miarę tego, jak rosła ilość ludzności. Adam nudził się samotnie, potem Adam i Ewa nudzili się razem, a potem nudzili się Adam i Ewa, Kain i Abel en famille, a potem wzrastała liczba ludzi na świecie i ludzie nudzili się en masse. Dla rozrywki powzięli myśl zbudowania wieży tak wysokiej, że wierzchołek jej sięgał obłoków. Myśl ta była tak nudna, jak wieża była wysoka i stała się ostatecznym dowodem, że nuda wszystko zwyciężyła.”
Wieża Babel, Pieter Bruegel

Sto „pozycji” Henry\’ego Millera

Niektórzy znają Millera, inni nic o nim nie słyszeli. Wszyscy jednakże mogą skorzystać z listy stu najważniejszych książek, które Henry Miller przeczytał i odbiły się one na jego spojrzeniu na otaczającą rzeczywistość oraz na twórczość. Może ktoś znajdzie coś dla siebie.

1. Antyczni greccy dramaturdzy
2. Baśnie z tysiąca i jednej nocy (dla dzieci)
3. Dramaturdzy elżbietańscy (za wyjątkiem Szekspira)
4. Europejscy XIX-wieczni dramaturdzy
5. Mity i legendy greckie
6. Rycerze króla Artura
7. Piotr Abelard „Historia moich niedoli”
8. Alain Fournier „The Wanderer”
9. Hans Christian Andersen „Baśnie”
10. Margarete Böhme „Dziennik upadłej dziewczyny”
11. Honoré de Balzac „Serafita”
12. Honoré de Balzac „Ludwik Lambert”
13. Edward Bellamy „W roku 2000″
14. Hilaire Belloc „Ścieżka do Rzymu”
15. Helena Bławatska „Doktryna tajemna”
16. Giovanni Boccaccio „Dekameron”
17. André Breton „Nadja”
18. Emily Brontë „Wichrowe Wzgórza”
19. Edward Bulwyer-Lytton „Ostatnie dni Pompei”
20. Lewis Carroll „Alicja w Krainie Czarów”
21. Louis-Ferdinand Céline „Podróż do kresu nocy”
22. Benvenuto Cellini „Autobiografia”
23. Blaise Cendrars – praktycznie wszystkie dzieła
24. G. K. Chesterton \”Święty Franciszek z Asyżu\”
25. Joseph Conrad – jego dzieła ogółem
26. James Fenimore Cooper „Opowieści Skórzanej Pończochy”
27. Daniel Defoe „Przypadki Robinsona Kruzoe”
28. Gérard de Nerval – jego dzieła ogółem
29. Fiodor Dostojewski – jego dzieła ogółem
30. Theodore Dreiser – jego dzieła ogółem
31. Geoges Duhamel – seria książek o Salavin
32. George Du Maurier „Trilby”
33. Alexander Dumas „Trzej muszkieterowie”
34. Johann Eckermann „Rozmowy z Goethem”
35. Paul Eltzbacher „Anarchizm”
36. Ralph Waldo Emerson „Przedstawiciele ludzkości”
37. Henri Fabre – jego dzieła ogółem
38. Elie Faure „Historia sztuki”
39. Ernest Fenollosa „The Chinese Written Character as a Medium for Poetry”
40. André Gide „Dostojewski”
41. Jean Giono „Refus d’Obéissance”
42. Jean Giono „Que ma joie domeure”
43. Jean Giono „Jan Błękitny”
44. Bracia Grimm „Baśnie”
45. Erich Gutkind „The Absolute Collective”
46. Henry Rider Haggard „Ona, czyli Historia niezwykłej wyprawy”
47. Knut Hamsun – jego dzieła ogółem
48. G. A. Henty – jego dzieła ogółem
49. Hermann Hesse „Siddhartha”
50. W. H. Hudson – jego dzieła ogółem
51. Victor Hugo „Nędznicy”
52. Joris Karl Huysmans „Na wspak”
53. James Joyce „Ulisses”
54. Hermann Keyserling „Südamerikanische Meditationen”
55. Piotr Kropotkin „Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju”
56. Laozi „Daodejing”
57. Andreas Latzko „Men in war”
58. Haniel Long „Moc utajona”
59. Mahendranath Gupta „Sri Sri Ramakryshna Kathamryta”
60. Arthur Machen „The Hill of Dreams”
61. Maurice Maeterlinck – jego dzieła ogółem
62. Thomas Mann „Czarodziejska góra”
63. H. L. Mencken „Prejudices”
64. Friedrich Nietzsche – jego dzieła ogółem
65. Wacław Niżyński „Dziennik”
66. Charles Nordhoff i James Hall „Pitcairn Island”
67. Nostradamus „Centurie”
68. George Wilbur Peck „Peck’s Bad Boy”
69. W. O. Percival „William Blake’s Circle of Destiny”
70. Gajusz Petroniusz „Satyryki”
71. Plutarch „Żywoty”
72. John Cowper Powys „Visions and Revisions”
73. William H. Prescott „Podbój Meksyku”
74. William H. Prescott „Podbój Peru”
75. Marcel Proust „W poszukiwaniu straconego czasu”
76. François Rabelais „Gargantua i Pantagruel”
77. Arthur Rimbaud – jego dzieła ogółem
78. Romain Rolland „Jan Krzysztof”
79. Romain Rolland „Prophets of the New India” (w oryginale 2 tomy: „Vie de Ramakrishna” i „Vie de Vivekananda”)
80. Dane Rudhyar „Astrology of Personality”
81. Edgar Saltus „The Imperial Purple”
82. Walter Scott „Ivanhoe”
83. Henryk Sienkiewicz „Quo Vadis”
84. Angelos Sikelianos „Proanakrousma”
85. A. P. Sinnett „Esoteric Buddhism”
86. Herbert Spencer „Autobiografia”
87. Oswald Spengler „Zmierzch Zachodu”
88. August Strindberg „Inferno”
89. Carlo Suarès „Krishnamurti”
90. Daisetz Teitaro Suzuki „Buddyzm zen”
91. Jonathan Swift „Podróże Guliwera”
92. Alfred Tennyson „Idylle królewskie”
93. Henry David Thoreau „Obywatelskie nieposłuszeństwo i inne eseje”
94. Mark Twain „Przygody Hucka”
95. Vincent Van Gogh „Listy do brata”
96. Jakob Wassermann „Sprawa Mauriziusa” (trylogia)
97. Arthur Weigall „”Akhnaton”
98. Galbraith Welch „The Unveiling of Timbuctoo”
99. Franz Werfel „Stern der Ungeborenen”
100. Walt Whitman „Źdźbła trawy”

Powyższy spis pochodzi z książki Millera pt. \”Książki mojego życia\”.

Millera trochę

Dziś będzie Millerowo. Po pierwsze mam ciekawy cytat z jego książki o książkach. Inne pojawią się gdy wypożyczę \”Książki mojego życia\” jeszcze raz. Druga kwestia to wybór dzieł, które ukształtowały zarówno pisarstwo Millera jak również jego światopogląd. Pozycja obowiązkowa dla fanów. Co prawda nie zmuszam do przeczytania wszystkiego, ale warto się temu spisowi przyjrzeć.

Obecnie powszechnie zauważa się, że szary człowiek przyjmuje \”cuda\” nauki w sposób rzeczowy. Codziennie posługuje się tym co ludzie w innych epokach uznaliby za cuda. Jeśli nie w zdolnościach wynalazczych, to w zakresie wynalazczości dzisiejszy człowiek jest bliższy roli boga niż kiedykolwiek w swoich dziejach. (Lubimy w to wierzyć!). A jednak nigdy nie był mniej podobny Bogu. Przyjmuje i wykorzystuje cudowne dary nauki na oślep, nie odczuwa zdumienia, podziwu, przyjemności ani radości życia. Nie wyciąga wniosków z przeszłości, nie zaznaje spokoju ani zadowolenia w teraźniejszości i zupełnie nie dba o przyszłość. Drepcze w miejscu. To chyba wszystko, co możemy powiedzieć w jego sprawie.

Musimy jednak powiedzieć również to: jego wyobrażenie czasu i przestrzeni wraz z innymi głęboko zakorzenionymi pojęciami, takimi jak święte prawo przyczynowości, dobra praca, postęp, cel, obowiązek i inne, zostały uśmiercone dla niego przez naukowców, filozofów, wynalazców, decydentów i wojskowych. Z wszechświata, na który przybył zostało bardzo niewiele. A jednak to wszystko, każda cząstka, tym jest i będzie towarzyszyć w wędrówce wstecz lub naprzód. Zmienione zostały tylko jego wyobrażenia, a nie sposób w jaki myśli. Nie jego talent czy zdolność. Pozostaje zaskakująco odporny i nieczuły na wszystko, co dzieje się wokół. On nie uczestniczy, on jest wleczony za włosy, zmuszany do uczestnictwa. Niczego nie inicjuje, chyba że będzie to stawianie oporu. Jakże marny jest wizerunek współczesnego człowieka! Przerażony i zdezorientowany, skołowany i sponiewierany wrak wleczony, jak już powiedziałem, do jakiegoś wysokiego, niesamowitego miejsca, gdzie wszystko ma właśnie zostać mu ujawnione, lecz gdzie, skowyczący i drżący, zostanie ciśnięty w pustkę. W ten, i tylko w ten sposób pozna wspaniałe arkana prawdy i mądrości. Jakże mogłoby być inaczej? On sam pozamykał wszystkie drzwi i on sam usunął wszystkie podpory i on sam pozwolił (jeżeli możemy przydać mu w ten sposób dostojeństwa) wrzucił się do \”kotła ponownych narodzin\”. Wzniosły, haniebny spektakl.

Teraz zaś, jeśli spodobał się cytat z Książek mojego życia Henry\’ego Millera, zapraszam na przegląd książek, które ukształtowały taki sposób postrzegania świata…

Sto książek, które wywarły na mnie największy wpływ (wykaz ten pojawił się w Pour Une Bibliotheque Ideale, Editions Gallinard, Paris 1951 (H.M.)):

  • Dzieła dramaturgów greckich
  • Księga tysiąca i jednej nocy (wersja dla dzieci)
  • Dzieła dramatopisarzy epoki elżbietańskiej (oprócz Szekspira)
  • Dzieła europejskich dramatopisarzy XIX-wiecznych, z irlandzkimi i rosyjskimi włącznie
  • Mity i legendy greckie
  • Opowieści o rycerzach króla Artura
  • Abelard Pierre: Historia moich niedoli
  • Alain-Fournier: Mój przyjaciel Meaulnes
  • Andersen Hans Christian: Baśnie
  • Autor anonimowy: Diary of Lost One
  • Balzac Honore de: Serafita, Ludwik Lambert
  • Bellamy Edward: W roku 2000
  • Bławatska Mme H.P.: Nauka tajemna
  • Boccaccio Giovanni: Dekameron
  • Brenton Andre: Nadja
  • Bronte Emily: Wichrowe wzgórza
  • Bulwer-Lytton Edward: Ostatnie dni Pompei
  • Carrol Lewis: Alicja w krainie czarów
  • Celine Louis-Ferdinand: Podróż do kresu nocy
  • Cellini Benvenuto: Benvenuta Celliniego żywot własny spisany przez niego samego
  • Cendrars Blaise – praktycznie cała twórczość
  • Chesterton G.K. – Święty Franciszek z Asyżu
  • Conrad Joseph – większość jego dzieł
  • Cooper James Fenimore: Pięcioksiąg przygód Sokolego Oka
  • Defoe Daniel: Przypadki Robinsona Cruzoe
  • De Nerval Gerard – większość jego dzieł
  • Dostojewski Fiodor – większość jego dzieł
  • Dreiser Theodore – większość jego dzieł
  • Duhamel Georges: Życie Salavina
  • Du Maurier George: Trilby
  • Dumas Alexandre: Trzej muszkieterowie
  • Eckermann Johann Peter: Rozmowy z Goethem
  • Eltzbacher Paul: Anarchism
  • Emerson Ralph Waldo: Przedstawiciele ludzkości
  • Fabre Henri – większość jego dzieł
  • Faure Elie: The History of Art
  • Fenollosa Ernest: The Chinese Written Character as a Medium for Poetry
  • Gide Andre: Dostojewski
  • Giono Jean: Jan Błękityny, Refus d\’Obeissance, Que ma joie demeure
  • Grimm, bracia: Baśnie…
  • Gitkind Erich: The Absolute Collective
  • Haggard Rider: Ona, czyli historia pewnej podróży
  • Hamsun Knut – większość jego dzieł
  • Hesse Hermann: Siddhartha
  • Hudson W.H. – większość jego dzieł
  • Hugo Victor: Nędznicy
  • Huysmans Joris Karl: Na wspak
  • Joyce James: Ulisses
  • Keyserling Hermann: South American Medications
  • Kropotkin Piotr: Pomoc wzajemna jako czynnik rozwoju
  • Lao-cy: Tao-te-cing
  • Latzko Andreas: Men in War
  • Long Haniel: Interlinear to Cabeza de Vaca
  • M.: Gospel of Ramakrishna
  • Machen Arthur: The Hill of Dreams
  • Maeterlinck Maurice – większość jego dzieł
  • Mann Thomas: Czarodziejska góra
  • Mencken H.I.: Prejudices
  • Nietzsche Friedrich – większość jego dzieł
  • Niżyński Wacław: Dziennik
  • Nordhoff i Hall: Pitcairn Island
  • Nostradamus: Centuries astrologiques
  • Peck George Wilbur: Peck\’s Bad Boy
  • Percival W.O.: William Blake\’s Circle of Destiny
  • Petroniusz: Satyryki
  • Plutarch: Żywoty sławnych mężów
  • Powys John Cowper: Visions and Revisions
  • Prescott William H.: Conquest of Mexico, Peru
  • Proust Marcel: W poszukiwaniu straconego czasu
  • Rabelais Francois: Gargantua i Pantagruel
  • Rimbaud Jean-Arthur – większość jego dzieł
  • Rolland Romain: Jan Krzysztof
  • Rudhyar Dane: Astrology of Personality
  • Saltus Edgar: The Imperial Purple
  • Scott Walter: Ivanhoe
  • Sienkiewicz Henryk: Quo vadis
  • Silekianos Angelos: Proanakrousma
  • Sinnett A.P.: Esoteric buddhism
  • Spencer Herbert: Autobiography
  • Spengler Oswald: Zmierzch Zachodu
  • Strindberg August: Inferno
  • Suares Carlo: Krishnamurti
  • Suzuki Daisetz Teitaro: Buddyzm zen
  • Swift Jonathan: Podróże Guliwera do wielu odległych narodów świata
  • Tennyson Alfred: Sielanki króla
  • Thoreau Henry David: Obywatelskie nieposłuszeństwo i inne eseje
  • Twain Mark: Przygody Hucka
  • Van Gogh Vincent: Listy do brata
  • Wassermann Jakob: Sprawa Mauriziusa (trylogia)
  • Weigall Arthur: Akhnaton
  • Welch Galbraith: The Univeiling of Timbuctoo
  • Werfel Franz: Schweiger
  • Whitman Walt: Źdźbła trawy

Prawda, że dość dużo książek ukształtowało Millera;). Podziwiam też różnorodność tematów i gatunków. Mam nadzieję, że się komuś ten spis przyda.

Na wiosnę Hermann Hesse

Zaczyna się powoli czas zieleni i ciepła więc proponuję nowy dział i na początek kilka słów o wiośnie i tworzeniu wg Hermanna Hessego. Słowa napisane 100 lat temu nadal są aktualne pomimo tego, że Mercedesy i samoloty już nie takie same;).

Jak wiadomo pragnąłem w utworze większych rozmiarów przybliżyć dzisiejszym ludziom wielkie, nieme życie przyrody i zachęcić ich do pokochania go. Chciałem nauczyć ich wsłuchiwać się w tętno ziemi, brać udział w życiu całej przyrody, aby w natłoku swych małych losów nie zapomnieli, że nie jesteśmy bogami stworzonymi przez nas samych, tylko dziećmi i cząstkami ziemi i całego kosmosu. Chciałem przypomnieć, że na równi z pieśniami poetów i snami naszych nocy także rzeki, morza, sunące chmury i wichry są symbolami i nosicielami tęsknoty; rozpina ona swe skrzydła między niebem i ziemią, a jej celem jest nie znająca wątpliwości pewność o prawie obywatelstwa i nieśmiertelności wszystkiego, co żywe… Ale chciałem też nauczyć ludzi szukania źródeł radości i życia w bratniej miłości do przyrody; chciałem głosić sztukę patrzenia, wędrowania, rozkoszowania się rzeczywistością. Chciałem, żeby góry, morza i zielone wyspy przemówiły do was kusząco, ze zniewalającą siłą i chciałem was zmusić, abyście zobaczyli, jak niezmiernie różnorodne, bujne życie kwitnie w dzień i kipi poza obrębem waszych domów i miast. Chciałem dopiąć tego, abyście się zawstydzili, iż więcej wiecie o zagranicznych wojnach, o modzie, plotkach, literaturze i sztuce niż o wiośnie, która za waszymi miastami wybucha swym nieokiełznanym życiem, i o rzece płynącej pod waszymi mostami, i o lasach i wspaniałych łąkach, przez które pędzą wasze koleje. Chciałem wam opowiedzieć, jaki złoty korowód niezapomnianych rozkoszy ja, samotnik i mizantrop, znalazłem na tym świecie, i pragnąłem, żebyście wy, którzy może jesteście szczęśliwsi i weselsi ode mnie, z jeszcze większą radością odkrywali ten świat.

Hermann Hesse, Peter Camenzind, przeł. Edyta Sicińska, 1957, s. 108-109.

Może teraz drugi fragment książki, biografii Hessego:

Jeśli twórczość pojmuje się jako wyzwanie (a tylko tak mogę ją teraz rozumieć i takie mam na nią zapatrywanie, jeśli nawet ten pogląd może się wydawać ograniczony), to sztuka okazuje się długą, krętą drogą, a jej jedynym celem jest wyrażanie osobowości. Ja artysty, w sposób tak całkowity, z tyloma odgałęzieniami, że w końcu ta artystyczna osobowość ulegnie samolikwidacji, że się doszczętnie wypali.

Hermann Hesse, Dziennik z roku 1920

Tymi to dwoma cytatami rozpoczyna swoje bytowanie dział Cytatologia. Zapewne wiele osób czytając książki teraz bądź kiedyś, za dawnych czasów, znajdowało ciekawe spostrzeżenia, maksymy życiowe, inne godne zapamiętania urywki. Też miałem takie zapatrywania, gdzieś to się urwało. Mam nadzieję poprzez Cytatologię wskrzesić ten pomysł. Jeśli macie jakieś warte poznania przez innych cytaty to zapraszam: robert@tabako.pl. Zobaczymy co da się zrobić;).