A gdyby tak?

A gdyby tak …

[Jaki związek jest między Leonardo da Vinci, George’em Orwellem i Markiem Zuckerbergiem? Czy w ogóle taki związek ma prawo bytu? Pytania dość ogólne …

A gdyby tak … Spojrzeć niekonwencjonalnie, trochę na przekór blokom materiału dydaktycznego we wszelkiego rodzaju szkołach. Zacznijmy od teraźniejszości, bądź niedalekiej przeszłości, oczywiście w stosunku do punktu „zero”, czyli np. urodzin Leonardo da Vinci. Możemy założyć, że druga połowa XX wieku będzie właściwą mapą, by ukazać pokrętne drogi pewnego problemu.]

Telewizja

Radio

CCTV

Prasa

Książki

Komputery

Wiedza

Telefonia stacjonarna

Telefonia komórkowa

Internet

Okolice czasowe II wojny światowej to dość nieprzypadkowe próby zbudowania maszyn cyfrowych, binarnych lampowych prekursorów dzisiejszych komputerów. Najbardziej znany ENIAC1 był jednym z nich, drugim był ABC2, trzeci zaś to w sumie seria komputerów o wdzięcznych oszczędnych w formie i na wskroś praktycznych nazwach niemieckich: V1, V2, V3, V4. Tak, tak, nazwy przypominają inną serię urządzeń. Ich projektant, Konrad Zuse3, postanowił zmienić pierwszą literę serii z „V” na „Z”, żeby nie kolidować z najważniejszym projektem rakietowym III Rzeszy.

Pewnie nie ma to żadnego związku z tematem tej opowieści, ale tak zupełnie niestotna informacja, jak to, że Zuse mieszkał sobie w Berlinie przed wojną i klecił biedny nasz bohater w mieszkaniu tuż przy Kreuzbergu te maszyny V a później Z. No bo oczywiście gdzie w Berlinie można zajmować się takimi sprawami, jak nie tam. Nie wiadomo, co było pierwsze, jajko czy kura?

Nie uchroniło to jednak przed zaangażowaniem maszyn Z w wykonywanie obliczeń na potrzeby aerodynamiki niemieckich samolotów. Może więc „Z” nie stało po zamianie tak daleko od „V”? Kto wie? Wiadomo jedno: po wojnie komputer Z4 w ramach skruchy zapragnął pracować dla wyższej szkoły technicznej w Zurichu. Późniejszy model Z5 postanowił wesprzeć niemiecki przemysł i dubrze się ustawił w przemyśle optycznym. Ojciec serii nie poprzestawał i płodził następne modele, by w 1958 wydać na świat Z64, zwany dziś banalnie z angielska ploterem. Zuse miał wrażliwość nastolatka, czuł potrzebę realizacji. Tworząc różne wersje swoich Zetów w ramach firmy Zuse AG, postanowił wejść w związek partnerski pod koniec uporczywej walki o dobro ludzkości. W roku 1966 ogłoszono wielkie wydarzenie: kandydat na życiowego partnera Zuse AG skonsumował z nim związek. Tym wymarzonym i idealnym był von Siemens! Były kwiaty, conffetti, gratulacje, było wszystko. Stary von Siemens po cichu powiedział do Zuse AG, że w sumie co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr. W tych burzliwych latach sześćdziesiątych wszyscy są naćpani „wolnością” i nikt nie będzie zawracał sobie głowy tym, że złe prowadzenie się von Siemensa i Zuse w czasach nazistowskich Niemiec. Tak rzeczyiście się stało – dziś nikt nie zawraca sobie głowy tym, że istnieje jednak jakiś związek między kuchenką czy telefonem Siemensa a takimi nic już nie znaczącymi V1 czy V2. Tym sposobem doszło do

A co z dwoma pozostałymi komputerami? ABC był produktem skonstruowanym na amerykańskim uniwersytecie w 1939. Bawił się wyśmienicie, obliczając równania algebraiczne liniowe. Liczył sobie w spokoju ducha w systemie dwójkowym (tak, tak, tym dwójkowym, tym zerojedynkowym). Po wojnie ABC wraz ze swoimi twórcami nie mogli znieść faktu, że władze uniwersyteckie zupełnie bez powodu rozebrały ABC i wyrzuciły większość podzespołów jak zwykłe świetlówki prosto do śmietnika. Albo obok śmietnika? Kto to wie? Postanowili więc wydeptywać sale sądowe aż do 1973 roku, kiedy sąd uznał, że pierwszym komputerem może jednak był ABC, a nie ENIAC. Dlaczego jednak pojawia się słowo „może”? Jak to w kazdej takiej opowieści istnieją dwa typy postaci: dr Jackyll i mr Hyde, dr Frankenstein i jego zwłokostwór. Tak samo w tej opowieści następuje analogia„Zwłokostworem” był ABC, a dr Frankensteinem John Vincent Atanasoff, Stwórca ABC. Jemu to przyznano palmę pierwszeństwa w informatycznym szaleństwie, trwającym do dziś.

Ten ostatni śrubka po śrubce, lampa po lampie, jest konstruowany zupełnie przypadkowo od 1943, by w 1945 znów przypadkowo ujrzeć światło dzienne, co nadało splendoru i chwały narodowi amerykańskiemu. ENIAC był zaś równy postaciom z Marvella albo DC Comics. Ten komputer nie był stworzony do durnowatego uśmiechania się nad rozwiązywaniem równań algebraicznych liniowyh. Ten Komputer stworzony był do czynu, który uwolni świat od wojen. Nasz Superbohater ENIAC zrozumiał, że do ładu i pokoju na ziemi potrzebne są obliczenia balistyczne i inne Ważne rzeczy, naprawdę Ważne. Takie jak na przykład ruch elektronów podczas wybuchu bomby atomowej. Wiecie, takie tam zabawy nielubianych kolegów w brylach z pierwszej ławki. Później mu się to znudziło i postanowił próbować swych sił w kiełkującej branży technologii usprawniających działania biznesowe. Cóż to był za doskonały ruch, żeby tam przejść! Kariera jak z amerykańskiego snu „od pucybuta do milionera”. No zabrał się ochoczo do pracy, prosząc swoich nowych rodziców z branży biznesowej o stymulanty, suplementy, czasami kokainę i cygara z Kuby. W latach pięćdziesiątych był szarą eminencją w świecie maszyn do pisania, kart perforowanych i innych co raz to nowych urządzeń, które były kołem zamachowym współczesnej cywilizacji informatycznej. Nasz bohater odrobinę się zagubił w burzliwych latach sześćdziesiątych. Dobra, mocna muzyka gitarowa, marihuana, LSD, Woodstock. Sami rozumiecie, nie było łatwo. Przez tak karygodne zachowanie sprawa nie mogła pozostać bez odzewu. Tak się chłopak rozmienił na drobne, że jak Feniks pojawił się zapomniany przez wszystkich ABC, którego do walki o honor zagrzewał ojciec (po łacinie;)). Mało tego, ENIAC może i był z prawego łoża, ale przez ponad dwadzieścia lat życia na tym padole doczekał się braci, którzy mieli bogatego tatę, ale byli, jakby to powiedzieć? Bękartami? Ktoś taki, który w „Grze o tron” miałby na nazwisko White? Tak! Bękart równa się White, trzymając się nomenklatury i zadań, do których z błogim, dziecięcym uśmiechem Stworzony został ABC.

I ten ABC razem ze swoim tatą, bardzo bogaty tatuś braci z nieprawego łoża, który miał piękne nazwisko – Honneywell4, oraz przyszywana rodzina ENIAC-a, która na mocy patentu (taki dokument, stwierdzający, kim jest rodzina, na którą bedzie pracować syn lub córka) – wszyscy oni łącznie postanowili załatwić sprawę raz a pożądnie. Nawet w Wikipedii znajduje się to hasło, a brzmi ono: Honneywell przeciwko Sperry Rand5, czyli bogaty tatuś przeciwko przyszywanej rodzinie, która zacierała ręce z pieniążków, gwarantowanych z patentu ENIAC-a.

No i zaczęło się! Tak się wszyscy pożarli, że całe równanie i równowagę szlag trafił. ABC dzięki tacie uzyskał tytuł cesarza i mógł się chełpić mianem pierwszego komputera wszechświata Oczywiście nikt dziś o nim nie pamięta, taki los, wszyscy pamiętają jednak ENIAC-a, jako ten pierwszy najważniejszy! Choć nic na to w tamtym momencie jego życia nie wskazywało. Przez proces stracił on zupełnie wszystko (choć może nie wszystko). Rodzina i bogaty tatuś bękartów pobili się za pomocą swych prawników na amen. Honneywell uznał, że w sumie to on już narobił w życiu, że ta mikrofalówka wymyślona była tak przy okazji eksperymentów z Ważnymi rzeczami, czyli banalną broń „mikrofalową”. Podsumował bilans zysków i strat, a że było już po Wietnamie, to w pulę zwycięstwa równości, braterstwa i demokracji wszechświatowej mógł wnieść bomby kasetonowe, napalm i inne fajerwerki. Jako prawdziwy bogaty ekscentryk i obrońca ucieśnionych postanowił poprosić łaskawy sąd o nadanie ENIAC-owi oraz swoim synom prawa wolności. Łaskawy sąd w duchu zatarł ręce, uznając, że po raz kolejny zwycięża Złota Zasada USA: uczyńmy mieszkańców naszej ziemi wolnymi, przypominając sobie dzielnych Afroamerykanów, walczących o swoją wolność, no i Indian też, oni też dzielnie walczyli o swoją wolność, Ameryka Południowa i Centralna też przysyłała non stop ludzi, żeby wywalczyli sobie wolność. Po tych chwilach radości ze wspaniałomyślności demokracji amerykańskiej, wydano bardzo łaskawy wyrok: wszystkie ENIAC-ki i ich bracia z nieprawego łoża są wolni po wsze czasy, patent przeszedł do domeny publicznej. No a gest Honneywella został zapamiętany jako wyraz dojrzałości i wiary w wyższość Dobra nad Złem. Ale oczywiście to był po prostu bilans zysków i strat Honneywella – zyskał trochę na wojnach, pozornie stracił w oczach twardzieli, ale to on trzymał za jaja Honor Ameryki, mało, to on był jej Honorem Personalnym, on walczył na wojnach, on dał światu mikrofalówki wolnostojące w imię Honoru Ameryki.

Podsumujmy zatem! ABC jaki był uśmiechnięty, taki pozostał. Jego mały honor, honorek wręcz, był wzorem honoru przez małe „h”, taki podmiejski, taki z odznakami skauta lub innego harcerza za młodu, które stoją teraz na kominku wspomnień, który ogrzewa ABC i jego niezłomnego tatę, popijających z puszek amerykańską podróbkę czeskiego piwa. ENIAC i bracia White dostali wolność, którą zaczęli rozmieniać coraz bardziej na drobne w klubach lat ’70, pozostając już tylko duchem mainframe’u. Były ojciec ENIAC-a, który skonsumował związek z Remingtonem6, bardzo poważnie podchodził do wychowywania swojej rodziny w takt odgłosów stukania w klawiaturę maszyny do pisania.

Nikt oczywiście się jeszcze nie spodziewał, że w latach ’80 wejdzie w uroczy związek partnerski z wielkim Burroughsem7, który już od stu lat słyszał tylko stukot maszyn do pisania. Z pewnością nie pozostaje bez znaczenia słuchanie takich dźwięków w dzieciństwie, ponieważ jeden z tychże Burroughsów8 najpierw chlał, później ćpał, nienawidził aptekarzy i lekarzy-konowałów i wychodził do swoich gości ze strzelbą, bo Nowy Jork jest taki niebezpieczny. Jak zapewne każdy się domyśla, został też znanym pisarzem (no a jakże!), bo miał stukot maszyn do pisania we krwi albo bardziej w uszach. Teraz możemy zrozumieć słynne powiedzenie – jaka jest różnica między biednym i bogatym? Biedny jest chorym psychicznie a bogaty po prostu ekscentrykiem, bogatym ekscentrykiem. Powoli zza kurtyny wychodzi również wielka tajemnica wszechświatowa, że wszelka forma pisania i myślenia jest patologią, której nie da się zatrzymać. Uzmysłowił to wszystkim Wojciech Roszkowski9, znamienity polski naukowiec w jednej z książek. Tak właśnie było z tym Williamem, tak było! Może właśnie od niego tak naprawdę wszystko się zaczęło? A może od tego klikania w klawiaturę?

Nikt nie jest w stanie stwierdzić, w jaki sposób dochodziło do takich ożenków. Jakim sposobem najczęściej występującą parą na zerojedynkowym kobiercu ślubnym jest potentant branży zbrojeniowej i potentat branży maszyn do pisania? Możliwe to jest to coś, co wśród ludzi jest traktowane jako przypowieść lub bajka – dwie połówki pomarańczy, żyli długo i szczęśliwe i mieli cudowne dzieci? Całkiem możliwe.

Protoplaści rodziny Mainframe byli jak szesnastowieczni kolonizatorzy odkrywający nowe lądy. Przybyli do krainy algorytmów, obliczeń termojądrowych wybuchów, zerojedynkowym podejmowaniu decyzji, balistycznych ekserymentów rakietowych. Zmiany w obu rzeczywistościach – ierwszej bardzo realnej i namacalnej oraz drugiej wirtualnej i cyfrowej – zapoczątkowały wielki marsz ku świetlanej przyszłości. Zmiany mogły tak naprawdę zaistnieć dzięki pośrednikom, którzy potrafili w autystyczny sposób wymieniać informację między ludźmi i światem cyfr.

I rozprzestrzenili się jak emigranci z Europy i innych części świata, żeby pomagać w kontakcie z wirtualną rzeczywistością. Z bełkotliwego assemblera, który był pierwotnym językiem komputerów, przeszli ewolucję zasad językowych, które stały się całkiem zrozumiałe dla dwóch światów. Rozmnażali się nieugięcie dzięki miniaturyzacji połączonej z coraz większą mocą obliczeniową. Jeden procesor od momentu rozpoczęcia taktowania zostawał zaprzęgnięty w pracę nad swoim następcą, który jeszcze szybciej wymyśli następnego, jeszcze szybszego i mniejszego.

Postęp arytmetyczny i pączkowanie.

W tym przypadku smok nie zjada własnego ogona.

Wbrew prawom natury następuje ekspansja, która jak pajęczyna zaczyna krok po kroku zaczyna zasłaniać wszystko.

Grzybnia się rozrasta.

Grzybnia się rozrasta

Miniaturyzacja i nieustanny wzrost możliwości obliczeniowych spowodowały rzecz kuriozalną – dinozaury z obszaru mainframe przekształciły się w miłe i potulne zwierzątka domowe, które już w zalążku istnienia przerastały swoich poprzedników. To mniej więcej tak, jakby dinozaury ewaluowały do mniejszych form życia, żeby móc dokonać ekspansji ilościowej, tym samym doprowadzając do monopolu na istnienie na długie eony, zamiast zamarznąć jako przerośnięte do granic możliwości ślady innego życia. Ale zaraz, przecież to wcale nie jest kuriozum, całe te miniaturyzacje i moce. Mamy taki przypadek, gdzie jak nigdzie indziej, oprócz komputerów rzecz jasna, od wieków trwa Proces. Czyż nie jest to branża zbrojeniowa, która poprzez niestanne udoskonalenia daje nam ten cały pokój na Ziemi? Chyba tak. Tak właśnie jest!

Powróćmy jednak do świata, który zaczynał współistnieć na podobnych prawach, co rzeczywisty. Wstępnie wszelkie Wielkie Dane zostały przetworzone i wprowadzone w świat cyfr, teraz nadszedł czas, żeby zjednać sobie zwykłych ludzi. Nie interesuje ich obliczanie na użytek domowy naprężeń konstrukcyjnych zadaszenia garażu, nie wspominając nawet o oklepanych tematach dla komputerów, czyli balistyka, wybuchy nuklearne czy arytmetyka liniowa. To wszystko jest w telewizorze, codziennie, w wiadomościach. Zwykły człowiek chce się odprężyć więc dajmy mu to, czego pragnie! Cała naprzód ku nowej przygodzie!

Jak się rzekło, tak się stało. Zaczęły

Zatem idea „Mniej znaczy Więcej” zaczęła się ziszczać. Pojawiają się następcy, którzy chwilę później trafiają do zwykłych domów i mieszkań, bo już się mieszczą przed telewizorem monochromatycznym lub kolorowym. Stają się członkami rodziny – bawią, uczą, pomagają nawet losowo wybrać serie liczb do wypełnienia kuponów totolotka. A imiona ich to ZX Spectrum, Amstrad, Commodore, Atari, IBM, Apple, MSI, Timex. Wtapiają się z wolna jak wcześniej telewizory. Mało tego, domowe komputery nie mogły istnieć bez telewizorów, ponieważ wtedy nkt jeszcze na poważnie nie myślał o znanych dzisiaj monitorach.10 Wytworzyła się symbioza totalna w postaci wielkiej triady: telewizor, komputer i roślinka, która „zjadała“ kurz z telewizora. Był to w tamtych odległych czasach szczyt możliwości biotechnologicznych, ewolucja jednak nieprzerwanie trwała i dziś już mało kto może sobie wyobrazić postawienie małej doniczki na telewizorze. Podobno są jeszcze ludzie, którzy widzieli takie cuda na własne oczy.

Najważniejszym zadaniem komputerów domowych było zapewnić rozrywkę, coś na kształt relacji człowiek – pies. Tylko w tym przypadku ludzie byli pieskami, a komputery ludźmi. To my byliśmy wyprowadzani na spacer i rzucano nam piłeczką lub patykiem. Początkowo sesje integracyjne odbywały się raz w tygodniu, w wielu domach w piątki. Później zabawa rozrastała się na cały weekend i wszelakie święta spędzane w rodzinnym gronie. Następnie codziennie godzinę, następnie codzinnie wieczorami, następnie… I tak dalej, aż do dziś i jutra.

Niektórzy próbowali nauczyć się porozumiewać z komputerami, ale był to zaledwie promil wśród całej masy chętnych do zagrania w GRĘ! W czasach dziewiczego boomu na komputery nad światem wisiała nieprzerwanie wizja Wojny i Konforntacji, wiadomości ze świata na pierwszych stronach gazet były okraszane zdjęciami prób nuklearnych. A kioski z prasą wyglądały jak wysadzone w powietrze serią mikrowybuchów przez te nagłówki i fotografie. Takie były też gry. Raid over Moscow, Defender of The Crown,11miały przypominać o misji, miały skanalizować naszą nienawiść (kto wie tak naprawdę czy była nasza, kto wie?), miały odgrywać rolę, którą w wojsku odgrywa symulator lotu F-16 czy (takie wielkie koła, jakie były w programie „Sonda“. Na poziomie zabawy ratujmy swiat przed wszelakimi zagrożeniami! Gramy, zwyciężamy, damy radę, tu i tam!

Tymczasem w szkołach podstawowych jest już ten Promil wspomniany. Nie potrafi grać i wygrywać, ciągle musi nadrabiać miną przed wszystkimi, że jakoś mu się wiedzie. ma grube chromy i nawet nie może stanąć na bramce. Więc Promil rzuca się na bebechy komputerów, na assemblera, wszyscy się z niego śmieją, ciągle myślą, że postradał zmysły. On zaś wie, że może nie trafi dzięki tej dłubaninie do składu podwórka w piłkę nożną. No dłubie tak zagorzale, że chłopaki grali w piłkę, a Promil dłubał i dłubał. Assembler był czymś, nad czym mógł zapanować. Poznawał ten język, który pozwalał Promilowi przejść na druga stronę lustra. Można przypuszczać, że William Buroughs mógł to doskonale zrozumieć, ale w latach ’80 był już starszym panem i zamiast wchodzić na nowy grunt wolał pozostać przy wypróbowanych od lat metodach wchodzenia do innych światów, takich jak heroina, psylocybina czy inne takie. Z kolei Promil był dopiero w podstawówce i nie dane mu było spróbować innego świata oprócz tej namiastki wirtuala.

Znajomość języka maszynowego była najgorszym piętnem, jakie mogło spotkać ucznia w szkole podstawowej. Nie grałeś w piłkę – luz, nie chodziłeś na randki i dyskoteki – luz, wzbraniałeś się przed zapaleniem papierosa – luz. Rozumiałeś komputer, ale nie lubiłeś grać w gry – wtedy dopiero miałeś przejebane! Nawet jakbyś chciał się poprawić i zapalić pierwszego peta, pójść na dyskę czy zmusić się do gry w piłkę – ni chu chu, nie było szans powrotu. Już na zawsze pozostałeś „Komputerowcem“ lat osiemdziesiątych. Czułeś się jak Żydzi w średniowieczu posądzani o roznoszenie dżumy. Podstawówkowy ostracyzm to nie przelewki! To jest taki dół, że trzeba czekać do liceum, żeby zmazać wszelkie grzechy i zacząć nosić soczewki kontaktowe zamiast bryli!

Ale coś trzeba było robić w życiu jak przyklejono etykietę „Komputerowiec“ w piątej lub szóstej klasie. To jeszcze dwa, trzy lata odsiadki! No to co! Trzeba było dłubać w tych kompach. Gdzieś w gazecie przeczytał Promil jeden z drugim, że są jakieś wymiany informacji przez modemy i linie telefoniczne. Usłyszały Promile, że w stacjach radiowych nadają cyfrowe dźwięki, które można nagrać na kasetę i później wgrać do komputera. No i były jakieś dziwne bbs-y i giełdy komputerowe. I ujrzały te Promile siebie nawzajem i były bardzo zdziwione, że jest ich tak dużo, tak zupełnie nie promilowo lub nie odsetkowo.

Na szczęście nasycenie Promilami we wchodzącej generacji było z góry przesądzone. Dało się to łatwo obliczyć na komputerze. Wynik brzmiał: margines społeczeństwa.

Niesamowite było to, że wiele generacyjnych przemian z podążającą w pierwszym szeregu najgłośniejszą frakcją. Lata ’60 – rock&roll i hipisi, lata siedemdziesiąte – punk rock. A w osiemdziesiątych nagle pojawiają się nielubiane mózgi komputerowe. Później znowu grunge, zaraz po nim techno. No ale w tych wyliczeniach te mózgi zupełnie nie pasują.

– Dzizas, jaka siara, ja jebie – mam się z nimi identyfikować? Ni chuja! – to typowy przykład odpowiedzi na propozycje wstąpienia w szeregi nowych gniewnych.

I wkraczali w lata ’90 jak samotne poobijane przez życie łamagi życiowe. Siedzieli i klikali w klawiatury ZX Spectrum, Atari, Commodore, MSX, Amstrada i weszli do ostatniej dekady z Apple i PC 486.

W podstawówkach, do których chodzili, nie było żadnych komputerów albo jeden na specjalną okazję. Szkoły średnie miały komputery i lekcje informatyki były na słowo honoru z zeszytami zamiast monitorami. Nikt Promili nie traktował poważnie. Nie mogli pójść do technikum informatycznego, bo takiego tworu nie było.

Nie było też telefonów komórkowych, ale to już inny temat do rozważań.

Musieli się organizować samodzielnie, pomijając oficjalny system edukacji. I zaczęli dorastać, pojawiły im się pierwsze pryszcze i wszystko to, co ze sobą niosą. A niosły Zło w najgorszej postaci!

Wspomniano wcześniej, że w ;atach ’90 pojawił się nurt muzyczny zwany grungem. Promile uznały, że czarne rozciągnięte bluzki i swetry oraz flanelowe koszule dokonają idealnego kamuflarzu. Ale ci od grungu pili i jarali jointy. Promilom spodobały się promile w piwach i winach. Dodatkowo odkryli, że THC w marihuanie fajnie komponuje się z ich tajemniczym światem assemblera, wszelkich kodów źródłowych i nakładek programistycznych.

Tak więc pili i grali w dobre gierki, które ściągali z torrentów, a później znów pili za hajs. Najlepiej jak zapalili skręta i oddawali się orgii liczb w systemach dwójkowych, szesnastkowych. Powoli otwierali cyfrowe oko na świat. To szyszynkowe oko jeszcze czekało na premierę godną psychodelii lat ’60.

I z brzydkiej gąsienicy, kokon, a z kokona w motyla. Tak Promile bocznymi drzwiami weszły na salony undergroundu wszelakiego. Grunge, trunki i marihuana to dopiero początek szalonej drogi. Byli szybsi od oficjalnych informacji, bo zdobywali je sieci. Zaczęli znajdować informacje, których pozornie nie ma, bo po co ich szukać? Na przykład jak hodować skuna pod halogenami? Albo na początku lat ’90 wiedzieli o kaskach VR, w ogóle wiedzieli coś o VR!

Wkracza techno i wraz z nim możliwość przeistoczenia się Promili w bywalców klubów, impez techno. Zaprawieni w bojach przy alkoholu i marihuanie zaczęli się otwierać na nowe sposoby poznawania komputerów i oprogramowania. Do użytku codziennego dołączyli dietę w postaci LSD, MDMA, amfetaminy i innych specyfików, dzięki którym nie trzeba było posiadać osławionego, enigmatycznego zestawu VR, tego od NASA.

Wystarczyło


1  ENIAC (od ang. Electronic Numerical Integrator And Computer – Elektroniczny, Numeryczny Integrator i Komputer) – komputer skonstruowany w latach 1943–1945 przez J.P. Eckerta i J.W. Mauchly’ego na Uniwersytecie Pensylwanii w USA. Zaprzestano jego używania w 1955 r.

Do roku 1975 uważany był za pierwszy elektroniczny komputer na świecie, jednak teraz o miano to ubiegają się również – po odtajnieniu danych brytyjskich – maszyny Colossus oraz niemieckie Konrada Zusego[1]. Do miana pierwszego elektronicznego komputera na świecie pretenduje także komputer ABC[2] (od ang. Atanasoff-Berry Computer), zbudowany w Iowa State University na wydziale Computer Science[3] przez Johna Vincenta Atanasoffa i Clifforda Berry’ego w latach 1937–1942.

ENIAC był bardzo innowacyjny: posiadał właściwość przetwarzania równoległego oraz oddzielne funkcjonalnie moduły jednostki arytmetycznej i pamięci. Mauchly i Eckert opatentowali tę konstrukcję, sprzedając prawa patentowe firmie Sperry Rand. Firma ta zaczęła domagać się opłat licencyjnych od innych firm, co doprowadziło do wytoczenia procesu przez Honeywell w celu podważenia patentu. Po wieloletnim procesie sądowym, w październiku 1973 roku, sędzia federalny Earl R. Larson podjął decyzję unieważniającą patent ENIAC-a, uznając że zapożyczał on rozwiązania z wcześniejszego projektu komputera ABC Johna Vincenta Atanasoffa[4][5].

ENIAC zajmował powierzchnię ok. 140 metrów kwadratowych. Nie miał pamięci operacyjnej i początkowo programowany był przez przełączanie wtyków kablowych, natomiast później za pomocą kart perforowanych.

2  Atanasoff-Berry ComputerABC – maszyna do rozwiązywania układów równań algebraicznych liniowych, z uwagi na zastosowanie przez konstruktorów lamp elektronowych uważana za pierwszy działający prototyp specjalizowanego elektronicznego komputera cyfrowego[1]. Została skonstruowana w roku 1939 przez Johna Atanasoffa i jego studenta Clifforda Berry’ego kosztem 650 USD. Zastosowano w niej dwójkowy system liczbowy, a maszyna nie była programowalna.

Maszyna – wielkości sporego biurka – pracowała wolno i wymagała stałego nadzoru człowieka-operatora, ale mimo to była około 1000 razy szybsza od stosowanych wówczas urządzeń mechanicznych. Zawierała 270 lamp elektronowych, z czego ok. 210 działało na rzecz jednostki centralnej, 30 służyło obsłudze czytnika danych i perforatora kart, a pozostałe odgrywały rolę pomocniczą.

W roku 1948 została zdemontowana bez wiedzy Atanasoffa przez urzędników z Iowa State University, zachowało się tylko kilka oryginalnych elementów.

W październiku 1973 r. komputer ABC stał się powodem unieważnienia patentu na komputer ENIAC[2][3]. Po wieloletnim procesie sądowym wytoczonym przez Atanasoffa twórcom ENIAC-a, sędzia federalny Earl R. Larson podjął decyzję unieważniającą patent ENIAC-a i przyznał Atanasoffowi miano wynalazcy elektronicznego komputera cyfrowego (ang. electronic digital computer[3]

3  Konrad Zuse (wym. [cụ:zə][1]; ur. 22 czerwca 1910 w Berlinie, zm. 18 grudnia 1995 w Hünfeld) – niemiecki inżynierkonstruktor, pionier informatyki; konstruktor wczesnego komputera działającego w systemie binarnym.

Konrad Zuse urodził się w rodzinie Emila Zuse i Marii z domu Crohn. Gdy miał dwa lata, rodzina wyprowadziła się do Braniewa w Prusach Wschodnich, gdzie jego ojciec otrzymał posadę urzędnika pocztowego[2]. W Braniewie uczęszczał do gimnazjum Hosianum[3]. W 1923 roku, gdy Konrad był w 9 klasie gimnazjum, rodzina przeprowadziła się do Hoyerswerdy.

Konrad Zuse od 1935 roku studiował na Politechnice Berlińskiej. Pracował w Henschel Flugzeug-Werke AG. W 1936 r. uzyskał patent na pamięć mechaniczną. W latach 1939–1958 skonstruował serię elektromechanicznych i elektronicznych maszyn liczących (wykorzystywanych m.in. do projektowania geometrii skrzydeł samolotów niemieckich w czasie II wojny światowej) – najbardziej znana to Z3, skonstruowana w 1941 r., pierwsza w historii w pełni działająca programowalna maszyna licząca. W 1958 r. zaprojektował ploter (maszyna Z64). Od roku 1949 do 1969 prowadził własne przedsiębiorstwo Zuse KG.

Konstrukcje Zusego: Z1Z2 i Z3 nosiły początkowo nazwy V1, V2 i V3 (Versuchsmodell – model eksperymentalny); zmienił ten kryptonim, by nie popaść w kolizję z nazwami niemieckich broni V. Oryginalne egzemplarze tych maszyn uległy zniszczeniu w trakcie wojny. Maszyna Z4 (konstruowana w latach 1942–1945), częściowo zachowana po wojnie, została skompletowana i uruchomiona w 1950 roku na politechnice Eidgenössische Technische Hochschule (ETHZ) w Zurychu w Szwajcarii. Była używana do obliczeń naukowych. Kolejna konstrukcja, Z5, posłużyła do obliczeń w dziedzinie optyki dla przedsiębiorstwa Leitz.

rzedsiębiorstwo Zusego, Zuse KG, skonstruowało i wyprodukowała kilka modeli komputerów, w tym przekaźnikowy Z11, lampowy Z22, tranzystorowy Z23. Zuse KG stała się częścią koncernu Siemens AG w roku 1969.

Konrad Zuse otrzymał wiele nagród i wyróżnień, m.in. osiem doktoratów h. c., dwa tytuły honorowego profesora (od uniwersytetów w Getyndze i Szczecinie).

Otrzymał też:

  • Werner von Siemens-Ring (1964)
  • Harry Goode Medal od American Federation of Information Processing Societies, (1965)
  • German Diesel Medal (1969)
  • Austrian Exner Medal (1969)

4  Honeywell – amerykański wielobranżowy koncern przemysłowy, założony w roku 1906, z siedzibą w Morristown w stanie New Jersey. Stale znajduje się w Fortune 500.

5  Sperry Corporation – amerykańska firma informatyczna powstała w 1910 r. jako Sperry Gyroscope Company, zajmująca się pierwotnie wytwarzaniem i sprzedażą wyposażenia do nawigacji. W 1933 firma została przemianowana na Sperry Corporation, a w 1955 połączyła się z Remington Rand, tworząc Sperry Rand. W 1960 Sperry wprowadziła na rynek komputery serii 1100 – wersja 1108 była pierwszym komputerem wieloprocesorowym. W 1976 firma opracowała pierwszy podsystem cache’owania pamięci dyskowej.

1986 Sperry Rand połączyła się z Burroughs Corporation, tworząc istniejącą do dzisiaj firmę Unisys Corporation.

6  Remington Rand – amerykański producent sprzętu biurowego i informatycznego, powstały w 1873 r. jako E.Remington and Sons po wydzieleniu z Remington Arms.

Pierwszym produktem przedsiębiorstwa była maszyna do pisania – po ponad 50 latach, w 1925 r., już jako Remington Typewriter Company, firma wyprodukowała pierwszą elektryczną maszynę do pisania. W 1927 Remington połączył się z Rand Kardex, tworząc Remington Rand.

W 1949 r. Remington Rand opracował maszynę 409, która była pierwszym komputerem przeznaczonym dla biznesu, sprzedawanym później jako Univac 60 i 120 – był to też pierwszy komputer użyty przez amerykański the U.S. Internal Revenue Service. W 1950 firma nabyła Eckert-Mauchly Computer Corporation, twórcę UNIVAC I. W 1953 Remington Rand opracowała UNIVAC 1103, pierwszy komercyjny komputer z pamięcią RAM.

W 1955 Remington Rand połączyła się z firmą Sperry Corporation, tworząc Sperry Rand.

7  Burroughs – amerykańskie przedsiębiorstwo informatyczne z wczesnego okresu umaszynowienia przetwarzania informacji.

Spółka powstała w 1886 r. pod nazwą American Arithmometer Company i zajmowała się produkcją oraz sprzedażą pierwszych udanych rynkowo maszyn liczących, których wynalazcą był William Seward Burroughs. W 1905, dla jego uhonorowania, została przemianowana na Burroughs Adding Machine Company, a w 1911 wprowadziła na rynek pierwszą maszynę do dodawania i odejmowania. W 1923 Burroughs opracowała maszynę do księgowania z bezpośrednim mnożeniem, w 1925 opracowała pierwsze przenośne (ważące ok. 20 funtów ≈ 9 kg) maszyny do dodawania, co znacznie spopularyzowało obliczenia maszynowe – do 1928 sprzedano około miliona tych urządzeń. W roku 1953 firma zmieniła nazwę na Burroughs Corporation zaczynając produkować komputery, głównie dla banków. Burroughs wprowadziła też w 1953 r. pierwszą 10-klawiszową maszynę do dodawania, a w 1959 r. opracowała technikę rozpoznawania znaków.

W 1961 r. pojawił się pierwszy dwuprocesorowy komputer z pamięcią wirtualną – Burroughs B5000 Series przeznaczony specjalnie do programowania w języku Algol, z systemem operacyjnym MCP (Master Control Program). Pewne zastosowane w nim rozwiązania o dekadę wyprzedziły maszyny z systemem Unix. Z kolei w 1981 r. ukazała się A Series.

W 1986, po stu latach istnienia, Burroughs połączyła się z przedsiębiorstwem Sperry Corporation, tworząc Unisys Corporation.

8  William Seward Burroughs II (ur. 5 lutego 1914 w Saint Louis, zm. 2 sierpnia 1997 w Lawrence) – amerykański pisarz i poeta, także aktor i scenarzysta filmowy. Wiele fragmentów jego twórczości zawiera elementy autobiograficzne; sam widział swoje dzieła jako jedną wielką księgę. Obok Allena Ginsberga i Jacka Kerouaca główny przedstawiciel ruchu artystycznego Beat Generation, popularny także w środowisku hippisów oraz obyczajowych rebeliantów lat 60. XX wieku. Często tematem jego dzieł były doświadczenia związane z zażywaniem opiatów oraz homoseksualizm.

9  Wojciech Stefan Roszkowski (ur. 20 czerwca 1947 w Warszawie) – polski ekonomista, historyk i nauczyciel akademickiprofesor nauk humanistycznych (1996), profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie (1991–2010); poseł do Parlamentu Europejskiego VI kadencji (2004–2009). Autor wznawianych publikacji poświęconych historii Polski w XX i XXI wieku, a także nagradzanej książki Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej. Kawaler Orderu Orła Białego[1].

10  Powinno się tu pojawić drobne wyjaśnienie. Monitory w tamtych czasach istniały, ale były tak obrzydliwie drogie, że nikt przy zdrowych zmysłach nie zakupiłby takiego ustrojstwa do domu. Szczególnie że nie można było na nim oglądać kanałów telewizyjnych. Zdrowe zmysły nie dotyczyły oczywiście urzędów, wojskowości czy korporacyjnych biur, gdzie monitory były na porządku dziennym, bo były obrzydliwie drogie, nie mogły odtwarzać kanałów telewizyjnych, a paprotki „zjadające“ kurz zsuwały się z pochyłości i nie stanowiły konkurencji dla sprzątaczek, ścierających kurz i pot ze stanowisk pracy funkcjonariuszy, urzędników i pracowników burowych.

11  Znaleźć nazwy gier z lat 70-80