Wstęp wzbroniony

Pod koniec dnia na stację przyjechali Cyganie i jak zwykle po obsłużeniu każdy z nas poszedł do ubikacji umyć dłonie. Jest to zwyczaj, który pozwala nam zachować higienę po przeliczeniu klejącego się do palców bilonu. Bilon ten, rozgrzany do czerwoności, jest wynikiem litości, jaką obdarzają żebrzących Cyganów starsi ludzie. Gdyby tylko ci staruszkowie lub szczerze oddający się wierze ludzie zobaczyli, co kupują na naszej stacji ci potrzebujący! Ale to jest stacja, to jest inny poziom percepcji.

Zwykle jest benzyna w baniakach (do agregatu prądotwórczego) i Marlboro light w twardym opakowaniu (bo te w miękkim są niedobre, dodajmy że tańsze, ale cyganów stać na wiele; no i w ogóle najdroższe papierosy na stacji). Do zestawu często dołączane jest Heyah za pięć złotych i Tiger. Wspomniany napój energetyczny mógłby kosztować dwa razy więcej, i tak by kupili, takim zaufaniem darzą Dariusza Michalczewskiego. Znamy też wesela, święta i okresowe wyjazdy Cyganów do Rumunii lub Bułgarii. Wtedy pieniądze ze mszy już nie kleją się tak bardzo, ładne banknoty stuzłotowe wyjmowane są z plików na modłę bankierską, po sto egzemplarzy w pakiecie. Tankowania do pełna (ponad trzysta złotych za tankowanie), Red Label zamiast Johnny’ego Walkera (bo ten pierwszy napis jest większy), wagony Marlboro light, wykupują praktycznie połowę naszego stacyjnego sklepiku. Cygan potrafi zaszaleć.

I tak właśnie między ich świętem i naszymi różnymi świętami przywożą raz grube, raz drobne. Wspomnianym było, że drobne aż parzą, są gorące i klejące. Pewnego nudnego dnia, kiedy współczynnik Cyganów do reszty mieszkańców osiedla był zastraszająco wysoki (zapewne jakaś niedziela lub Zielone Świątki), odgadliśmy fenomen „gorącego drobniaka”, za który kupują w sumie najdroższe specjały. Chórem uznaliśmy – przechowują te klepaki w odbytach, a ich jakość zapachową i wizualną poprawiają prezerwatywy, w które pieniądze są opakowane. Komuś takie pisanie wyda się obrażaniem i sprzecznością z zasadami political correctness. Nic bardziej mylnego! Przykład? Któregoś dnia, wieczora lub nocy cygańska kobieta została zadźgana nożem przez jednego ze starszych Cyganów, ponieważ nie przyniosła odpowiedniej kwoty z żebrów. Tak więc wszystko jest możliwe.

I tak właśnie te namiętnie nawiedzające rzesze Cyganów podbijają sprzedaż na sklepie. Coś kupią za uczciwie zarobione pieniądze, przekazane im od czujących empatię starszych i młodszych, przeważnie biednych Polaków. Przy okazji jednak młodsi Cyganie lub małe dzieci próbują poczuć odrobinę adrenaliny i zagłębiają się w różne rejony sklepu, aby z namaszczeniem oddać się typowemu „szacher macher”, czyli ukraść odrobinę leżącego na półkach towaru. Wydaje się, że są instruowani przez dorosłych, że jak nie uda się im ukraść jakiegoś batona, to starsi im nie kupią, bo sami wolą Marlboro, Heyah lub Red Label, których ukraść się nie da, gdyż są za kasami. A lepią się te pieniądze, lepią.

Czasami przyjeżdżają do naszych Cyganów goście z „placówek” rozmieszczonych w innych krajach, ze Szwecji, Niemiec, Wielkiej Brytanii. Są elitą w porównaniu z kościelnymi dziadami z Polski. Jeden z takich „bogaczy” poczuł się na tyle światowy i uznał, że należy mu się toilet, bo kupił kawę. Znak rozpoznawczy: koszulka YSL, dżinsy Lewisa i buty Diesla. Światowiec przez wielkie Ś. Bez połowy zębów.

– Jest tu toilet? – zapytał.

– Nie ma toilet, nasza stacja nie ma żadnych toiletów – odpowiedziałem.

Nie zważając na to, że nie ma oficjalnej toilet, postanowił sprawdzić, co jest za drzwiami z napisem WSTĘP WZBRONIONY. Zaszedł więc do naszej prywatnej, pracowniczej toilet.

– Gdzie on jest? – pytam się koleżanki.

– Nie wiem – odpowiada.

– Jest kawa a jego nie ma?! Co za pierdolony przypadek! – odpowiedziałem.

Poszedłem do naszej toilet i walnąłem kilka razy pięścią w drzwi.

– Wypierdalaj stamtąd!!!

– Ale o so choci? – odpowiedział.

– Nie kurwa jakieś „o so choci” tylko kurwa wypierdalaj, rozumiesz?!

– Jusz, jusz.

Wyszedł. Podciągał gatki, obsrał muszlę.

– U nas kurwa nie ma toilet, rozumiesz kurwa mać!

– Ale o so choci?

– O gówno!!! Wypierdalaj stąd!!!

Jakiś czas później ten „światowiec” postanowił zrobić „napad” na naszą stację. Z pomocą miejscowych kolegów nasrał na własne gniazdo, ukradli dwa czteropaki Red Bulla i przez dwa tygodnie nie mieli możliwości robić żadnych zakupów na stacji, typowe embargo za karę. Po dwóch tygodniach oddali lepkie pieniądze za ukradzione rzeczy.

Niektóre drobniaki się nie lepią. Mieliśmy przypadek – z samego rana, późną jesienią, przyjechali i wysłali jednego młodszego na stację, żeby zakupił Heyah i Tigera za pieniądze wyżarte przez wodę z fontann. Turyści latem wrzucają pieniążek na szczęście, a Cygan w ziąbie jesiennych dni wyławia je z trójmiejskich sadzawek. I liczy się te drobniaki, grunt że się nie lepią. Niech będzie, że na szczęście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *