Walentynki

Weekend poprzedzający święto tych szczęśliwców lub nieszczęśników, odpowiednie określenie zależy od miejsca siedzenia w miłosnym bigosie. W księgarni specjalny stół z ofertą dla pragnących obdarować w walentynki swą wybrankę, swego oblubieńca. Czym chata bogata, na każdą kieszeń, na każde gusta.

Ludzie wchodzą, kupują, wychodzą.

Wchodzi również chłopiec, tak z dziewięć, może dziesięć lat. Nieśmiało przegląda artykuły papiernicze, twardo stojąc plecami do stołu z walentynkowymi upominkami. Z uporem wertuje chyba wszystkie zeszyty w ofercie, temperówki, notesy. Poddaje się wiedząc, że obrócenie się w kierunku walentynkowego stołu nie będzie jednak możliwe, nie dla niego. Pochodził jeszcze chwilę, zahaczając o dział dziecięcy. Jeszcze raz przeszedł obok zakazanego stołu. Zwolnił. Zapytałem:

– Może Ci jakoś pomóc?

– Nie, nie, dziękuję.

I wyszedł. Klienci dalej wchodzą, stół walentynkowy „topnieje” w oczach, klienci zadowoleni z zakupów, klienci idą coś przekąsić, szybko, szybko.

Nie zorientowałem się w całym tym pośpiechu, że chłopiec powrócił i gdzieś kluczył między stołami. Podchodzi do kasy i podaje przesadnie wielki pluszowy brelok w kształcie serca obszyty cekinami.

– Poproszę.

– Dwanaście dziewięćdziesiąt.

Podaje dwadzieścia złotych. Wydaję resztę, a wydając ją pytam:

– A widziałeś, że jak przeciągniesz dłonią po cekinach, to zmieni się kolor serca?

– Taak – powiedział i uśmiechnął się. A mówiąc to widział zapewne jak podaje to serce swojej wybrance z 3A, pokazując jej sztuczkę z cekinami.

A serce w jego piersi walić będzie z oszałamiającą prędkością!

A oni wszyscy biegną, kupują, płacą, biegną dalej. A każdy z nich kiedyś, dawno temu, stawał przed podobnym dylematem. I zakup breloczka za dwanaście dziewięćdziesiąt, po godzinie kluczenia i moralnych dylematów, był mimo wszystko najważniejszą rzeczą w życiu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *