Spokojne popołudnie

Ruch zamarł, hall galerii opustoszał, a w strefie gastronomicznej tylko ci, którzy nie będą jeść niedzielnego obiadu w domu. W księgarni pustka wypełniona książkami.

Nieśmiało, tak na zasadzie „może nikt, nikt a nikt nie zauważy” wchodzi chłopiec, ma z dziesięć lat. Chudy, dresiki, buciki do dresików odpowiednie, włosy wygolone po bokach, z lewa idealnie ułożony przedziałek. Oczka małe, głęboko osadzone, nieprzyjemne. Zwróciło moją uwagę to, że pomimo zawadiackiego wyglądu małego łobuza był nieśmiały, jakby cały ten zestaw – ubiór, fryzura, twarz – do niego nie pasował.

Przechodził obok ułożonych w sztaple książek, przyglądał się, dotykał palcem niektóre pozycje, sprawdzając fakturę i wytłoczenia na okładkach. To mu wystarczało.

  – Tu, w głębi masz dział dziecięcy – powiedziałem, choć często wzbraniam się przed „wrzucaniem” młodszych czytelników do „tego worka”. Zawsze sobie wyobrażam, że mogą się czuć dotknięci tym wskazaniem.

  – Dobrze – odpowiedział i przeszedł do bardziej kolorowego świata. Nawet nie spojrzał na zabawki, które mijał po drodze.

I znów muskał książki dłonią, żadnej nie podnosząc. I patrzył w taki sposób, jakby chciał je wszystkie zapamiętać, zabrać do domu.

Zastanawiałem się, co mógłbym mu zaproponować i wpadłem na pomysł, żeby choć cząstkę miał w domu.

  – Proszę, ten katalog jest dla ciebie – powiedziałem, podchodząc i dając mu do ręki aktualną ofertę księgarni.

  – Moge?

  – Tak, to jest dla ciebie – spokojnie i z uśmiechem odpowiedziałem, bo widziałem w postawie ciała i zmieszaniu na twarzy chęć ucieczki.

Nic nie mówiąc wyszedł szybko z księgarni z katalogiem i podszedł do foteli na hallu, gdzie siedzieli jego rodzice. On łysy, dres, adki, ona tleniona, koczek, róż zmieszany ze złotem. Chwila rozmowy, chłopiec wraca do księgarni, podchodzi do mnie z wyciągniętą ręką trzymającą prospekt.

  – Mama kazała oddać – powiedział.

  – Ale to jest dla ciebie, żebyś sobie pooglądał w domu – mówiąc to czułem, że stąpam po cienkiej linii, że ten chłopak czuje się podle, że jest między młotem a kowadłem. Musiałem reagować, żeby ze zwykłej chęci zrobienia miłego gestu nie przeistoczyło się to w tragedię.

  – Idź z tym katalogiem do mamy i powiedz jej, że pan z księgarni daje ci go w prezencie. Powiedz też, żeby mama spojrzała w moją stronę, a ja przytaknę wtedy na potwierdzenie.

  – Dobrze.

Wyszedł, rozmowa, matka spogląda w moją stronę, ja zaś jak obiecałem, tak zrobiłem, przytaknąłem. Przytaknęła też matka. Transakcja doszła do skutku.

Zwykły katalog, najzwyklejszy w świecie. Pamiętam okres, kiedy byłem w jego wieku i wysyłałem listy do Danii, żeby mi ktoś z firmy Lego przysłał taki tam zwykły katalog. Inni wysyłali listy do Opla, Mercedesa, Renualta, Grundiga, żeby przysłano im reklamówki aut i sprzętu rtv. Kuzyn na targi do Poznania jeździł też w jednym celu, zebrać jak najwięcej prospektów i móc poczuć odrobinę luksusu, odrobinę zachodniego stylu życia.

Tamtego zaś spokojnego popołudnia nie zdawałem sobie sprawy, że zaistniała sytuacja tak bardzo przypominała moją młodość. I może dzięki tym kilkunastu pozornie nic nie wartym kolorowym kartkom z prezentacją książek i promocji, otworzyły się inne możliwości, inne rejony postrzegania rzeczywistości przez tego młodego człowieka.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *