Kupa

Tym razem Cyganka:

– Jest tu tojlet?

– Niestety nie ma.

Wychodzi. Wchodzi młodsza, z dziesięć lat młodsza od poprzedniej, tak z kilkanaście lat, i pyta:

– Jest tu tojlet?

– Niestety nie – odpowiada koleżanka.

Młoda Cyganka wychodzi. Wchodzą dzieci i jeden ze starszych mężczyzn.

Zakupy, namolne kręcenie się, Tigery, Marlboro i heyah, heyah za 5, wszystko płacone osobno, paragony wylatują w rytm wyrzucanych drobniaków, wszystko szybko, i jeszcze za baniak benzyny, i jeszcze dwa Tigery, bo promocja. Kobiet nie ma, nie widać ich, po chwili wychodzą zza rogu i wsiadają do samochodu. Dzieci może coś ukradły, kupiły jednak najtańsze batoniki, mężczyzna wychodzi, za nim dzieci. Wsiadają do samochodu, odjeżdżają. Cisza, spokój, nie ma ich. Po części jednak zostali, w szczątkowej formie, ale z polotem, z ułańską wręcz fantazją.

Nic byśmy nie zauważyli, gdyby nie jawność tego, co zrobiły Cyganki. Nie wiem, może na złość, może z beznadziejnej sytuacji niemożności załatwienia swoich potrzeb. Podobno jedna zasłaniała drugą i ta druga wypróżniła klasycznych kształtów KUPĘ przy naszym magazynie.

Kupa leży, nikt jej nie rusza, muchy znalazły pożywienie. Wieczorem pojawia się jeden z ważniejszych Cyganów, całkiem sympatyczny człowiek. Obok mnie stoi Karolina, czuję w powietrzu awanturę o kupę, dosłownie i w przenośni.

– Wiesz, muszę ci coś pokazać – mówi Karolina do Cygana. – Chodź, chodź – z lekka podnosi głos i wskazuje palcem fekalia.

– Jak myślisz, kogo to kupsko?! – rozbrzmiewa podniesiony głos Karoliny. Zaczyna się, myślę.

– A skąd?! – odpowiada Cygan i robi jednocześnie minę zaszokowania i obrzydzenia.

– To gówno zostawiła jedna z waszych kobiet dziś po południu! Czy mógłbyś łaskawie przekazać reszcie, że jak będziecie srać w poniekąd wasze gniazdo, to na nowo wprowadzimy ulubione przez was embargo na zakupy na naszej stacji! – powiedziała i uśmiechnęła się szelmowsko.

– A jak ja mam to oficjalnie powiedzieć? Trzymamy się pewnych zasad, jak powiem to jak wrócę, to połowa mężczyzn będzie chciała mi uciąć kciuk, bo będzie myślała, że mówię o jego kobiecie! – rozłożył ręce i uśmiechnął się cierpko. – Nie da rady.

– W razie czego służymy monitoringiem, żebyś chociaż ty wiedział – odpowiedziała z pełną satysfakcją Karolina.

Zastanawiamy się czasami, jakimi kryteriami oni się posługują w swoim postępowaniu, że z jednej strony dają się lubić, a z drugiej doprowadzają nas wszystkich do pasji. Same sprzeczności.

Przypomina się pewna sytuacja, która miała miejsce w zimie rok czy dwa lata temu.

Tak więc zima, niedziela, wcześnie rano. Ktoś by powiedział: śnieg, pot i łzy. Niedziela to u Cyganów okres łowów przykościelnych, wspomniani starsi i młodsi z wielkim sercem oddają drobne.

I mamy samochód, kombi i dwóch Cyganów w środku. Podjechali i nie mają zamiaru wyłączyć silnika podczas tankowania. Tak więc włącza się nam, pracownikom stacji, dyscyplina, ordung.

– Proszę zgasić silnik, bez tego nie ma tankowania – powiedział Grzegorz otwierając lekko drzwi sklepu.

– Ale nie zapalimy – odpowiada grubszy z wąsem.

– No to trudno.

Zgasili silnik, zatankowali, zapłacili i nie pojechali. Dwóch mężczyzn nie dało rady popchnąć i nagle okazało się, że w samochodzie jest z dziesięć czy dwanaście kobiet i dzieci. Wszyscy jak na zawołanie wyskoczyli ze wszystkich drzwi i popchnęli. Samochód odpalił. I jak nagle się pojawili, tak znienacka zniknęli, znów było tylko dwóch mężczyzn. Fatamorgana w środku zimy? Uśmiech na naszych twarzach pozostał na bardzo długo.

To tak na śmiesznie, może tylko dla nas. Ze smutniejszych, tych bardziej gównianych sytuacji jest przykład. Cyganom potrzebne są baniaki na benzynę, tu i teraz, nie potrafią zadbać i zachować na dłużej jakichś sprawniejszych pojemników. Z rana znaleźli butlę, butla ta jednak nie pasowała więc schowali ją z powrotem do śmietnika. Po południu mała dziewczynka wzięła tę butlę, ale przy okazji, nie wiedzieć dlaczego, postanowiła wyrzucić na ziemię inne śmieci, które nic a nic nie przeszkadzały wyjęciu butli. Czasem zabawni i normalni, czasem tragiczni i śmieszni w swoim postępowaniu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *