Cygańska dusza

Babcię przestrzegano – kury ukradną. Matkę przestrzegano – wpuścisz z dywanem to ci w niego kredens albo dziecko zawiną i wyniosą, ukradną. Nam mówiono – złoto będą ci dawać po dobrej cenie, nie zorientujesz się, a tombak dostaniesz i jeszcze będziesz się cieszyć. Dlaczego aż tak bardzo na nie? Rom, ale lepsza mimo wszystko jest nazwa Cygan, bo Rom to garnitur, cywilizacja, a Cygan to wiadomo. Boimy się ich, bo mało że są innej karnacji skóry, co już ich wyróżnia na tle homogenicznego białego społeczeństwa, a jak u Polaka coś jest inne choćby tylko kolorem to na pewno złe, to jeszcze spróbowali całe wieki temu przeciwstawić się systemowi – czy to był feudalizm, czy absolutne jednorządy, czy rzeczpospolita, czy kapitalizm, czy komunizm – nie uczestniczyli aktywnie, nie asymilowali się, tylko stali z boku lub zupełnie poza obrębem wspólnoty zawsze szukali możliwości skorzystania z dóbr, których nie mogli otrzymać jako pełnoprawni członkowie społeczności.

[…]

Fascynacja nimi jest odrobinę perwersyjna. Przyglądamy się im w dzień powszedni i nas odrzuca, nie godzimy się na to, by tak żyć. Chcemy uczciwie chodzić do pracy, myć zęby rano i wieczorem, zjeść dobry obiad, a nie tak jak oni – że kupują resztki u rzeźnika, że prąd mają poprzez agregat, że zimno, że trzeba wskoczyć do kontenera PCK lub Caritasu, żeby jakiś ciuch przysposobić. Brzydzimy się, nie lubimy, pogardzamy. Ale…

Ale z drugiej strony wyjeżdżamy na biwak, na wakacje, myjemy się w jeziorze, jemy z puszek mielonkę i wieczorem podczas ogniska śpiewamy cygańskie pieśni i cieszymy się z wolności, jaką nam dał system. Wolność na urzędowe dwa tygodnie urlopu, wolność spuszczenia ze smyczy, ale raczej jednak popuszczenia, bo nie pozwolą tak na trzy, cztery tygodnie. Wszystko w szklarniowych, w pełni przewidywalnych warunkach. Później zaś, po czternastu dniach, po turnusie, wracamy odetchnąć w niedzielę odrobinę i ruszamy do wszystkich Mordorów świata, mając w pogardzie tych, których pieśni śpiewaliśmy jeszcze tydzień wcześniej.

Może należy delikatnie przerzucić punkt obserwacji, oderwać się od schematu. Wyobraźmy sobiesobie, że to co przeżywaliśmy przez dwa tygodnie urlopu, im, Cyganom jest dane doświadczać dzień w dzień. Może oni po prostu pozbyli się tego nieusuwalnego z nas brzemienia chęci posiadania. Możliwe, że nie do końca tak jest, ale jednak mają inne priorytety. Kiedyś pragnęli koni i kolorowych wozów, a teraz ogromną wartość przedstawia dla nich dobre osiągi koni mechanicznych. Szczelne okna w domu lub zestaw kina domowego z dźwiękiem hiper-hiper nie jest dla nich szczytem luksusu. Oni chyba jednak wolą ognisko, śpiew i muzykę graną na akordeonach i gitarach. A z naszej rzeczywistości czerpią tylko to, co posiada wartość doraźną – dobre papierosy i dobra whisky, choćby nie mieli za bardzo co do gara włożyć. Ale przeważnie mają. No i może złoto, bo przy wielu zawieruchach przez wieki wieków jedynie złoto wyszło obronną ręką jako środek płatniczy bez dewaluacji. Tak więc sygnety, złote zęby, łańcuszki, łańcuchy. No i tombak…

A co mogą myśleć o nas, tych prawych, żyjących w spokoju? Może że jesteśmy bandą frajerów, których trzeba kantować na każdym kroku, bo nie widzimy podstawowej wartości życia i chowamy wszystko pod kiecę, żeby nam nie odebrano.

Jaka to wartość? Co chowamy pod kiecę? Największą wartością istoty żyjącej jest życie, które my trwonimy na pracę, na doskonalenie zawodowe, na spłatę kredytu. Nigdy nie spoglądamy w niebo, patrzymy cały czas tępym wzrokiem w chodnik, by się nie wykoleić jednym nierozważnym krokiem, który doprowadzi do zamieszkania na ulicy. I kto wtedy jest górą?

Oczywiście w takiej wersji wydarzeń życiowych są i minusy. Nie może się bez nich obyć, tak po prostu jest, gdy stąpa się po krawędzi. Policja nękająca dla samego nękania, choć czasami i nękania w słusznej sprawie – z naszego punktu widzenia słusznej. Huligani podpalający bezdomnych, którzy bez zastanowienia mogą podpalić też ich pustostan dla samej draki, w którym ktoś może spłonąć. Inni Cyganie, z innych klanów, którzy są zdeterminowani walczyć o teren pod żebry ładując kosę w bebechy.

Ale nie jest tak źle, jeśli cała rodzina, cały klan jest razem. Wszystko opiera się na hierarchii, lojalności, ściśle wytyczonych rolach w obrębie społeczności. Myślimy, że tam wszystko jest anarchią, a tu niespodzianka – cygańska anarchia rodziny, klanu, jest skonstruowana jak w wojsku. Tylko nam się wydaje, że to wszystko się kupy nie trzyma. Trzyma się kupy, ale wśród Cyganów są inne priorytety. Po prostu tego nie zrozumiemy, jeśli nie wyzbędziemy się naszych przyzwyczajeń i nawyków. Tylko jak się pozbyć tych naleciałości pączka w maśle w wymiarze psychicznym, jeśli jedynymi znanymi i obserwowanymi przez wszystkich przykładami osób, które porzuciły najbardziej właściwy schemat postępowania, są bezdomni?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *