Był rok 1989

Opowiem wam coś. Był rok 1989, a my mieliśmy przeżytych tyle lat, że nie zdawaliśmy sobie sprawy, że ktoś nas zaczął ruchać w dupę. Dlaczego? A dlatego, że byliśmy mniej więcej rocznikiem 1976 plus minus kilka lat. Czyli za mało, żeby nachapać się chochlą dobrodziejstw wczesnego kapitalizmu, za dużo zaś, żeby pozbyć się wlokących się z nami dobrodziejstw schyłkowego komunizmu. Byliśmy skazani na dryfowanie na kulawej barce przez całe lata dziewięćdziesiąte. Później dowiedzieliśmy się, że byliśmy i wciąż jesteśmy pokoleniem X, które jak wszystko w Polszy, zadziałało z opóźnieniem w porównaniu do reszty świata. Tak samo działały przemiany gospodarcze po 1989 roku – kto wiedział kim ma być, ten nim po prostu zostawał. Różne były zamiary i plany. Jeden zostawał tym, kim Zbigniew Zamachowski z Białego Kieślowskiego. Inny z kolei osiągnął to, co Marek Kondrat w Dniu świra Koterskiego. Pokolenie X chłonęło tylko wiadomości dla siebie z tych klasyków filmowych i próbowało przewiosłować do nowego tysiąclecia z jako taką orientacją w sprawach życia lub przeżycia.

Z pewnością skreślonymi społecznie byli nasi rodzice, którzy mieli za zadanie przecisnąć świeży Balcerski1 kapitał na własnych barkach wieloletniego stażu w kleszczach komuny. Rok po roku coraz bardziej gubili się na rynku pracy lub wręcz zostawali przygnieceni machiną przemian. Stanowili odpad rewitalizacji balcerskiego raju. Byle do emerytury, byle jakiejś.

Rodzice nic nie wiedzieli o kapitalizmie, bo widzieli go tylko w amerykańskich filmach i marzeniach o emigracji. Nie mogli też przed niczym ostrzec swoje dzieci, bo równie jak one byli bezbronni a zamiast emerytury barka prowadziła ich na drugą stronę Styksu.

Najlepiej wypadli ci, którzy byli w miarę młodzi, ale już nie wgłowie było im dorastanie. Postawili na sukces i nawet największe życiowe ofermy dostały swoją część batonika. My, pokolenie X, dryfowaliśmy ze starymi ku przepaści. Janusze wczesnego kapitału płodzili dzieci, które miały do reszty zmieść wszystkie zacofane jednostki lub całe ich grupy. Tak śnili ojcowie sukcesu o swoich pociechach zapisywanych na coraz to nowe zajęcia dodatkowe. Tytani Pracy, Niezmordowani, istni synowie i córy Królów Sedesów!

Tylko przez jakieś nieprawdopodobne roztargnienie żaden z ojców czy matek nie doliczył do całego rachunku konfliktu międzypokoleniowego w rodzinach. My, pokolenie X, mogliśmy się buntować przeciw starym na masę sposobów, łącznie z przedwczesną śmiercią, ale jedno musiało działać non stop. Musieliśmy mieć kasę, ale nie mogliśmy oczekiwać jej od rodziców, bo sami jej nie mieli. Dzieci Filarów Kapitału, Mecenasów Mnożenia Mamony, znane powszechnie jako Pokolenie Y albo Milenialsi musieli się zbuntować na swój odrębny sposób. Żadna głupia praca nie rekompensuje kieszonkowego. Ojca nie w domu, matka na też poza domem, dwa samochody, a milenialsi z kieszonkowym tatusiowym penetrują stanowiska pracy bez cienia przekonania o jakiejkolwiek korzyści z wykonywanej pracy. Pokolenie Y odrzuciło tak naprawdę ogromną ilość tego, w co święcie wierzyli rodzice: kasa, klasa, kasta. Mało tego, te dwa pokolenia XundY wyrównały różnice postrzegania świata między Wschodem i Zachodem. Bunt się zasymilował w XY i milenialsi akceptując zastrzeżenia poprzedników, zanurzyli się w otchłanie wymoszczone, ni mniej ni więcej niż przez Nas – urodzonych między Gierkiem, KORem i Ursusem a sukami, koksownikami i gazem na ulicach. Potworna to była mieszanka – techno, grunge, hip-hop, manga, gaming, narkotyki, Tarantino tańczy ze Stonem, Jarmusch z Andersonem też tańczą, przy stoliku siedzą Maklakiewicz z Himilsbachem i piją wódkę z Iggy Popem i [bla,bla,bla]

Podobno filmem sztandarem dla pokolenia X byli (są?) Sprzedawcy (org. Clerks. Czy się podobał? Jasne! Wielu z nas nie zdawało sobie sprawy z tego, że oglądają swoją przyszłość w instytucjach zapewniających działanie widzialnych i niewidzialnych Mrodorów. Kupno – sprzedaż, kupno – sprzedaż, pieniążki z rączki do rączki, a niech to!

Ale zacznijmy od początku…


1  Dla wszystkich tych, którzy nie wiedząc jaka jest pseudoetymologia neologizmu „Plan Balcerka“, i oczywiście nie znając samego słowo „etymologia“ czy „neologizm“, pomijając już zupełnie „przedrostek“ „pseudo-“, wyjaśniam – bluźniercza gra słow i neologizmów dotyczy „Planu Balcerowicza“ i Balcerka z Alternatyw 4. Jednym słowem – Balcerkowe metody Balcerowicza. Tylko Balcerek miał jedną cechę, której nie dane było mieć piewcom Wolnego Rynku – empatię godną ludzi honorowych. Jeśli przyglądacie się wspólczesnym Mordorom, to można to porównać do mentalności 99% wyższej kadry kierowniczej każdej ze współczesnych dużych firm. Bezwzględność półświatka pozbawiona honoru i wprowadzona w drogich garniturach i perfumach na salony. Zestawienie to zupełnie paradoksalne (bo każdy lubi Balcerka), ale pozbawione zupełnie przypadkowości i mimo wszystko bardzo klarowne i logiczne. Z całym szacunkiem oczywiście do twórczości reżyserskiej Stanisława Barei i niezapomnianej roli Wotolda Pyrkosza w Alternatywach 4, jako Balcereka, którzy z pewnością zrozumieli by wszystko z tego, co napisane powyżej i później poniżej. Oczywiście, gdyby żyli. Pozbawiam też tym samym szacunku dla sterujących centralnie decentralizacją ciał i dusz w latach dziewięćdziesiątych. Przekładając zwrotnicę dziejów zapomnieli o pieśni drużnika z Asa Kondratiuków:

Niech ryczy z bólu ranny łoś, zwierz zdrów przebiega knieje.

– Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś, to są zwyczajne dzieje.

To tak w sumie, żeby jeszcze bardziej pogmatwać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *