Pytania

Na fali tematów poruszanych na niektórych zajęciach wydziałowych, szczególnie współczesnej kulturze audiowizualnej, zacząłem sobie stawiać pytania. Nie żeby te pytania zdominowały moje codzienne życie, ale powracając do domu po zajęciach, w autobusach i tramwajach, myślę sobie: gdzie szukać dzieła sztuki, kim jest artysta, czym jest dzieło warte więcej ponad określenie \”przeciętność\”, dlaczego dąży się do maksymalnego wykorzystania efektu szoku i zniesmaczenia we współczesnej kulturze, gdzie kończy się tolerancja a zaczyna negacja i złość? Pytania znikają po pewnym czasie, brak jednoznacznych odpowiedzi, otwieram skrzynkę i dostaje na tacy informacje, które zamieszczam łaskawie poniżej. To jak to jest z tym dziełem sztuki?

„Pytania” Grzegorz Kowalski

Nowa publikacja Mundin to książka wybitnego artysty i pedagoga Grzegorza Kowalskiego, która przypomina trzy akcje-pytania z przełomu lat 70. i 80. Zawierająca krótkie teksty i pozowane fotografie książka, to najlepsza forma prezentacji intymnych i osobistych odpowiedzi na tytułowe „Pytania”.
Książka „Pytania” Grzegorza Kowalskiego przypomina trzy akcje-pytania, z przełomu lat 70. i 80, kiedy to artysta współtworzył środowisko warszawskiej galerii Repassage: Czy mógłbyś i czy chciałbyś wcielić się w zwierzę przed obiektywem? (1977–1978), Czy mógłbyś i czy chciałbyś potraktować mnie jako przedmiot? (1979) oraz Czy chciałbyś powrócić do łona matki? (1981–1987).
Dla Kowalskiego, który znał Oskara Hansena oraz jego teorię Formy Otwartej sztuka była formą komunikacji. Egzystencjalnymi pytaniami prowokował przyjaciół, znajomych, a czasami również przypadkowe osoby do zajrzenia wgłąb siebie. Odpowiedzi – krótkie teksty i pozowane fotografie, zestawiał jako tableaux lub książki artystyczne. Kowalski tak opisywał proces powstawania „Pytań”:
Gdy rodzą się dręczące pytania – staram się zadawać je kilku jeszcze osobom i poznać ich reakcje. Tworzy się suma reakcji, wypowiedź już nie tyle moja, co nasza. Wielość refleksów odbitych, jak w zwierciadłach, w cudzych doświadczeniach. Ktoś, kto potrzebował kontaktu z dziełem, zostaje włączony w proces jego powstawania.
Dziś książka wydaje się najlepszą formą dla prezentacji intymnych i osobistych akcji-pytań Kowalskiego. Publikacja wydawnictwa Mundin zachowuje – tam, gdzie było to możliwe – pierwotny układ odpowiedzi. Zaledwie w kilku przypadkach artysta zmienił reprodukowane w książce zdjęcie. „Pytania” zamyka appendix, wyjaśniający relacje łączące uczestników z artystą oraz kontekst i znaczenie udzielonych odpowiedzi. Autorem wstępu do książki jest krytyk sztuki, laureat Nagrody Krytyki Artystycznej im. Jerzego Stajudy – Karol Sienkiewicz.
Grzegorz Kowalski, ur. 1942, artysta i pedagog, z uporem zacierał granice między życiem i sztuką. W latach 70. współtworzył środowisko galerii Repassage w Warszawie, gdzie sztuka służyła poznaniu samego siebie oraz drugiego człowieka, stawała się narzędziem komunikacji. Artyści (i nie tylko) nawzajem uczestniczyli w swoich przedsięwzięciach, działali wobec innych i z innymi. Kowalski kolekcjonował przedmioty noszące ślady właścicieli (buty, rękawiczki, walizki), prowokował sytuacje w galerii i własnej pracowni, fotografował. Interesowały go problemy egzystencjalne – człowiek, pojmowanie życia i śmierci, relacje międzyludzkie. Na warszawskiej ASP prowadził swoją pracownię, zwaną „Kowalnią”, której absolwentami są m.in. Katarzyna Kozyra, Paweł Althamer i Artur Żmijewski.

Polska malarka Joanna Sarapata na wystawie w Muzeum Sztuki Współczesnej w Seulu

22 listopada br. w Seulu odbyła się trzecia edycja projektu artystycznego 360 Minutes Art, który wcześniej gościł w Wiesbaden i Warszawie.  Artyści po sukcesach dwóch pierwszych wystaw w Europie mogą pochwalić kolejnym!  W Korei uratowano od spalenia 17 z 47 wystawionych prac. Kolejna odsłona projektu odbędzie się 15 lutego w Dubaju.
W Seulu w Youngeun Museum of Contemporary Art czyli Muzeum Sztuki Współczesnej wystawiono prace  7 artystów z Europy: Joanny Sarapaty, Joanny Rutkowskiej, Jerryego Kowalskyego , Babaka Nafarieh, Thomasa Wunscha  oraz duetu SA-Po czyli Svena Sauera i Igora Posaveca. W wystawie wzięło udział  także 5 artystów z Korei: Chang-Ae Song, Eun-Jung Park, Seung-Yea Park, Pae Mikyung oraz  Lee Sang Won. Europejski projekt został przyjęty z entuzjazmem zarówno przez władze muzeum jak i  koreańskich miłośników kultury i sztuki. Seul, podobnie jak wcześniej Warszawa, okazał się szczęśliwy dla wielu artystów uczestniczących w projekcie 360 Minutes Art. Pomimo, iż większość zakupionych prac należała do twórców azjatyckich, sztuka europejska została także doceniona. 
Główna idea projektu 360 Minutes Art zrodziła się ze świadomości, że nowoczesne społeczeństwo rzadko przywiązuje uwagę do świata, który je otacza, a sztuka wzbudza w ludziach coraz mniej emocji. Artyści biorący udział w projekcie zadają uczestnikom wystawy pytanie – w jaki sposób spojrzymy na człowieka, rzecz czy sztukę wiedząc, że przetrwa tylko 360 minut?
Prezentowane podczas wystawy prace, tak jak miało to miejsce podczas edycji w Niemczech i Polsce zostały stworzone wyłącznie na potrzeby projektu i nie było można zobaczyć ich nigdzie indziej. W trakcie wystawy obowiązywał całkowity zakaz fotografowania prac. Przez 360 minut odwiedzający mogli kupić wybrane przez siebie dzieła, po upływie tego czasu prace, które nie znalazły nabywców zostały spalone.
Druga edycja wystawy, która odbyła się 18 października w Polsce w warszawskim Soho Factory, cieszyła się dużym zainteresowaniem. Wystawę odwiedziło ponad 800 osób, a z 51 wystawionych obrazów sprzedanych zostało 19.

Kino Wolność – pokazy filmów w ramach plebiscytu Trójki

Program 3 Polskiego Radia zaprasza na pokazy filmów, które zwyciężyły w plebiscycie „Kino Wolność”. 17, 18 i 19 grudnia Studio Koncertowe im. Agnieszki Osieckiej przy ul. Myśliwieckiej 3/5/7 zamieni się w salę kinową, w której wyświetlone zostaną najbardziej lubiane przez słuchaczy Trójki: „Jesteś bogiem”, „Psy” i zwycięski „Dzień świra”.
W plebiscycie „Kino Wolność” słuchacze Programu 3 oraz internauci mogli wybierać najważniejsze – ich zdaniem – polskie filmy nakręcone w latach 1989-2014, czyli od czasu pierwszych, częściowo wolnych wyborów parlamentarnych. Głosować można było od 10 listopada do 13 grudnia 2014 r. na specjalnej stronie kinowolnosc.polskieradio.pl.

Uczestnicy zabawy mogli wybierać spośród 25 filmów wytypowanych przez dziennikarzy Redakcji Publicystyki Programu 3: Katarzynę Borowiecką, Barbarę Marcinik, Dariusza Bugalskiego, Ryszarda Jaźwińskiego i Jerzego Sosnowskiego.
W tym roku obchodzimy 25-lecie pierwszych polskich, prawie wolnych wyborów. Przyglądamy się więc temu 25-leciu najnowszej polskiej historii przez pryzmat kamery filmowej. Wybraliśmy, a jakże, 25 filmów, najbardziej znaczących, nagradzanych, docenionych przez krytyków i lubianych przez publiczność – mówi Katarzyna Borowiecka.
Wybór finałowej dwudziestki piątki był trudny, ponieważ typowaliśmy spośród 50-60 tytułów. Czy mogło zdarzyć się tak, że słuchaczom Trójki, biorącym udział w tej zabawie, zabrakło jakiegoś tytułu? To nieuniknione, bo ta dwudziestka piątka to wybór filmów, które naszym zdaniem w istotny sposób zaistniały w świadomości społecznej i najmocniej zapadły w pamięć widzów – dodaje Ryszard Jaźwiński, który zwycięską trójkę filmów ogłosił w swojej autorskiej audycji „Trójkowo, filmowo” w niedzielę 14 grudnia.
Najbardziej lubianym przez słuchaczy Trójki, internautów i kinomanów filmem minionego ćwierćwiecza okazał się „Dzień świra” Marka Koterskiego (12,44% głosów), który wygrał z „Psami” Władysława Pasikowskiego (8,14%) i „Jesteś bogiem” Leszka Dawida (7,56%). Tytuły te zaprezentowane zostaną w Studiu Koncertowym im. Agnieszki Osieckiej na specjalnych pokazach, które poprzedzone zostaną słowem wstępnym Katarzyny Borowieckiej i Ryszarda Jaźwińskiego: w środę 17 grudnia zobaczymy „Jesteś bogiem”, w czwartek 18 grudnia – „Psy”, a w piątek 19 grudnia „Dzień świra”. Wszystkie seanse rozpoczynają się o godz. 19.00.
Poniżej pełne wyniki plebiscytu \”Kino Wolność\”:

  1. Dzień świra (12.44%)
  2. Psy (8.14%)
  3. Jesteś bogiem (7.56%)
  4. Wesele (6.97%)
  5. Dom zły (6.67%)
  6. Pianista (5.97%)
  7. Dług (5.86%)
  8. Ida (5.08%)
  9. Plac Zbawiciela (5.06%)
  10. Kiler (4.33%)
  11. Chce się żyć (4.28%)
  12. Rewers (3.85%)
  13. Wszystko, co kocham (3.24%)
  14. Katyń (2.98%)
  15. Ucieczka z kina \”Wolność\” (2.87%)
  16. Trzy kolory: Biały (2.83%)
  17. Sztuczki (2.31%)
  18. W ciemności (1.74%)
  19. Młyn i krzyż (1.43%)
  20. Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową (1.37%)
  21. Cześć, Tereska (1.33%)
  22. 33 sceny z życia (1.27%)
  23. Wojna polsko-ruska (1.24%)
  24. Essential Killing (0.66%)
  25. Przypadek Pekosińskiego (0.51%)
Więcej informacji na stronie: kinowolnosc.polskieradio.pl

D-Day Hel – wybuchowe portfolio

Od jakiegoś czasu udostępniam \”aktywności\” moich znajomych. Mam tu na myśli ich własne dokonania blogowe, podróże, zdjęcia, gdzieś trafiły się wiersze. Powoli tabako staje się swego rodzaju tablicą, która informuje, że pomimo tego, że pracujemy, wychowujemy dzieci, borykamy się z problemami dnia codziennego, to mimo wszystko stać nas, mnie i moich znajomych, na tę odrobinę twórczej ekspresji. Dzisiaj na tejże tablicy pojawia się portfolio dyplomowe Mariusza Pawelczyka. Tematem zdjęć jest odbywająca się cyklicznie impreza D-Day Hel. Zaprezentowane prace urozmaiciłem informacjami o tym wydarzeniu, jak również filmami reklamującymi helską rekonstrukcję. W imieniu Mariusza zapraszam do polskiej Normandii.

D Day Hel jest imprezą, którą organizuje Fundacja Ochrony Zabytków Techniki Militarnej, Miasto Hel, Muzeum Obrony Wybrzeża w Helu oraz Grupy Rekonstrukcji Historycznej z całego kraju w tym Grupa Rekonstrukcji Historycznej 82nd Airborne Division, Paraglite z Trójmiasta.

Nawiązuje ona do największej w historii pod względem użytych sił i środków operacji desantowej podczas II wojny światowej, mająca na celu otwarcie tzw. drugiego frontu w zachodniej Europie.

Operacja rozpoczęła się 6 czerwca 1944 pod dowództwem gen. Eisenhowera, a trzon sił inwazyjnych stanowiły wojska amerykańskie, brytyjskie i kanadyjskie, ale i również żołnierze 1. Dywizji Pancernej gen. Stanisława Maczka.

Lądowanie w Normandii, dzień rozpoczęcia operacji został nazwany przez aliantów D-Day, czyli Dzień D (zgodnie z definicją Słownika Wojskowego Departamentu Obrony USA termin ten oznaczał nienazwany dzień, w którym rozpoczyna się lub ma się rozpocząć dana operacja).

D-Day Hel jest pomyślany jako parada żywej historii, w której zgromadzona publiczność podziwia z bliska na ulicach Helu uczestników imprezy w mundurach historycznych, prawdziwe pojazdy wojskowe z tamtych lat oraz obserwuje je w trakcie widowisk ukazujących epizody bitewne.

Są one odtwarzane w trakcie dynamicznych inscenizacji w plenerze (obiekty militarne, fortyfikacje, plaża) z użyciem profesjonalnej pirotechniki, dźwięku i światła.

Każdy może zobaczyć nie tylko przechadzających się po mieście Helu, żołnierzy walczących wówczas armii (niczym małym francuskim miasteczku z Normandii z 1944 r.), ale także zobaczyć to wszystko w akcji.

[youtube https://www.youtube.com/watch?v=ifFGQWmgIgo?rel=0]
W tym wpisie wykorzystane zostały informacje ze strony organizatora D-Day Hel. Mam nadzieję, że będzie mi wybaczone:).

Wędrowiec i jego cień

Nie ma żadnych stu najlepszych książek czy autorów! Nie istnieje żadna ogólnie słuszna, niepodważalna krytyka – Hermann Hesse, Obcowanie z książkami
Są autorzy, którzy pukają do naszych drzwi, wpuszczamy ich, coś nam przynoszą, i wychodzą nie powracając. Są też tacy, którzy, odwiedzając nas, nie wychodzą już nigdy. Do tego drugiego typu autorów zaliczam Hermanna Hessego. Tego lata Świat Książki wydał jego biografię i nie mogłem przejść obojętnie. Pamiętam, usłyszałem gdzieś kiedyś, że Hesse był jednym z nielicznych, który posiadł obcą człowiekowi Zachodu możliwość wejrzenia we Wschodni sposób postrzegania otaczającego nas świata, było to dobrym zwiastunem mojej fascynacji jego twórczością. Jednak po przeczytaniu ponad siedmiuset stronicowej historii życia uznałem, że poznałem Hessego na nowo. Na nowo nie znaczy wcale, że gorzej. Znaczy to tylko tyle, że ujrzałem w nim zwykłego człowieka, który pomimo swego kunsztu pisarskiego był człowiekiem z całym bagażem zachowań i przywar, które charakteryzują słowo „człowiek”.

Co zapadło mi w pamięć?

Przede wszystkim wychowywanie się w rodzinie owładniętej sekciarskimi zapędami, charakterystycznymi dla pietystów – skrajnego odłamu protestantyzmu. I to pomimo nasiąknięcia rodziny Hessego wpływami dalekowschodnimi w trakcie misji. Ciągła indoktrynacja ze strony matki, ojca oraz rodzeństwa doprowadza Hessego do oddzielenia się grubym murem od sposobu ujmowania świata przez jego rodzinę.
Portret Hermanna Hessego z 1905 roku autorstwa Ernsta Würtenbergera
Drugim ważnym wydarzeniem dla rozwoju wewnętrznego i zarazem społecznego niemieckiego noblisty była działalność związana z pomocą dla jeńców wojennych podczas pierwszej wojny światowej. Wysyłanie do obozów książek, wydawanie czasopisma „ku pokrzepieniu serc” i ogromne niezrozumienie ze strony Niemców w trakcie wojny, jak też w czasach powojennych – podarowane książki i teksty dotyczące wojny pisane przez Hessego przerastały swoje czasy, wyprzedzały czas o następną wojnę. Hesse nie bał się pokazać Niemcom jako pacyfista-patriota, odpowiedzialny za swoich współtowarzyszy niedoli, nie popadając przy tym w szczekliwy ton późniejszych wystąpień Hitlera i jemu podobnych. 
Zachowanie Hessego na tyle wyprzedzało myślenie niemieckiego społeczeństwa (i nie tylko niemieckiego), że był on jednym z najbardziej znienawidzonych pisarzy wśród swoich rodaków.
Trzecim, chyba ostatnim, uderzającym wycinkiem biografii Hermanna Hessego, był jego stosunek do swoich żon i dzieci. Zrywa więzy z pietystami, angażuje się w duchową naprawę zniszczonych wojną Niemiec – wydawać by się mogło, że stanie on na wysokości zadania w stosunku do tych, z którymi idzie przez życie. Nic bardziej mylnego. Poprzez swoja zatwardziałość i zarazem nieumiejętność współżycia z najbliższymi pierwsze małżeństwo doprowadzone zostaje do ruiny, drugie jest bardziej kaprysem niż rzeczywistym pragnieniem miłości, trzecie zaś to obraz dwóch twierdz w jednym domu. Ciekawych tych spraw odsyłam do źródeł.
Przypomniał mi się jeszcze jeden epizod z życia Hessego. W czasach, gdy nie udawało mu się związać końca z końcem, tworzył on własnym sumptem wydania swoich dzieł, umieszczając w nich akwarele własnego autorstwa. Praca chałupnicza, wymagająca zaangażowania nie tylko w treść, ale również w formę, za każdym razem inną. Zastanawiam się, co Hesse mógłby uczynić w dzisiejszych czasach, przy tym ogromie możliwości związanych z technologią.

Oprócz tego…

Postanowiłem z tej potężnej biografii zrobić swego rodzaju kolaż, który ukazywałby Hermanna Hessego w różnych ujęciach. Utkwiła mi reprodukcja obrazu Arnolda Bocklina pt. Wyspa umarłych, z którą pisarz nie rozstawał się w pewnym okresie swojego życia. Można powiedzieć, że obraz ten był dla niego tym, czym dla nas jest aktualnie plakat dobrego zespołu muzycznego lub aktora:
Poniżej zaś przedstawiam znalezione przeze mnie utwory oraz autorów, do których Hermann Hesse był przywiązany. Może ktoś skorzysta z podpowiedzi dobrej lektury.
  • Bhagawadgita (Pieśni Pana) 
  • Edward Bellamy, W roku 2000 
  • Jacob Burckardt, Rozważania o historii powszechnej, Kultura Odrodzenia we Włoszech 
  • Joseph von Eichendorff, Z życia nicponia 
  • Johann Wolfgang von Goethe, Zmyślenie i prawda, Wilhelm Meister, Lis przechera 
  • E.T.A. Hoffmann, Złoty garnek 
  • Ernst Jünger, Przy murze czasu 
  • Gottfried Keller, Zielony Henryk 
  • Novalis, Henryk von Ofterdingen 
  • Paul Sabatier, Życie św. Franciszka z Asyżu
  • Fiodor Dostojewski
    Maszyna do pisania Hermanna Hessego
  • Heinrich Heine 
  • Tomasz i Henryk Mannowie 
  • Fryderyk Nietzsche 
  • Wilhelm Raabe 
  • Adalbert Stifter 
  • Theodor Storm 
  • Robert Walser

Wilk stepowy…

Na zakończenie tej wyprawy do świata Hermanna Hessego dwa cytaty z Wilka stepowego i trailer filmu Wilk stepowy z 1972 roku. Czy \”wesołe łowy…\” czegoś Wam nie przypominają?

Pociągnął mnie napis:

Hejże na wesołe łowy
Wielkie polowanie na samochody

Otworzyłem wąskie drzwi i wszedłem do środka. Coś gwałtownie wciągnęło mnie w głośny i pełen podniecenia świat. Ulicami pędziły samochody, po części opancerzone, i urządzały polowanie na pieszych, miażdżyły i unicestwiały, rozgniatając o mury domów. Zrozumiałem od razu: była to walka między ludźmi a maszynami, od dawna przygotowywana, długo oczekiwana, długo ze strachem przewidywana i wreszcie doprowadzona do wybuchu. Wszędzie leżały ciała zabitych i poszarpanych, wszędzie potrzaskane, pogięte, na wpół spalone samochody, nad opustoszałym pobojowiskiem krążyły samoloty; z wielu dachów i okien także i do nich strzelano ze strzelb i karabinów maszynowych. Dzikie, wspaniale podniecające afisze o wielkich, płonących jak pochodnie literach, rozlepione na wszystkich murach, nawoływały naród, by wreszcie ujął się za ludźmi przeciw maszynom, by wreszcie pozabijał tłustych, pięknie ubranych, pachnących bogaczy, którzy za pomocą maszyn wyciskają tłuszcz z bliźnich, by pozabijał ich wreszcie wraz z wielkimi, kaszlącymi, wściekle warczącymi, diabelnie turkoczącymi samochodami, by wreszcie podpalił fabryki i sponiewieraną ziemię nieco uprzątnął i wyludnił, aby znów mogła rosnąć trawa, by zakurzony świat cementu mógł znowu stać się czymś takim jak las, łąka, pastwisko, strumyk i moczar. Natomiast inne plakaty, cudownie namalowane, wspaniale wystylizowane, utrzymane w delikatniejszych, mniej jarmarcznych barwach, niesłychanie mądrze i inteligentnie zredagowane, w przeciwieństwie do tamtych plakatów wzruszająco ostrzegały ludzi posiadających i zamożnych przed grożącym chaosem i anarchią, przedstawiały w sposób naprawdę rozczulający błogosławieństwo porządku, pracy, własności, kultury i prawa, wychwalały maszyny jako największy i najnowszy wynalazek człowieka, dzięki któremu ludzie staną się bogami. Z zadumą i podziwem czytałem te plakaty, zarówno czerwone, jak i zielone, bajecznie działała na mnie ich płomienna wymowa, ich zniewalająca logika, miały rację; głęboko przekonany stawałem to przed jednym, to przed drugim, aczkolwiek przeszkadzała mi w tym dość ostra strzelanina dookoła. No cóż, sprawa zasadnicza była jasna: toczyła się wojna, gwałtowna, rasowa i niezwykle sympatyczna, w której nie chodziło o cesarza, republikę, granice, chorągwie i barwy, i tym podobne raczej dekoracyjne i teatralne rekwizyty, a w gruncie rzeczy o łajdactwa, lecz taka wojna, w której każdy, któremu było zbyt duszno na świecie i któremu życie niezbyt już smakowało, dawał dobitny wyraz swemu niezadowoleniu i dążył do zapoczątkowania powszechnego zniszczenia tego cywilizowanego świata blichtru. Widziałem, jak żądza niszczenia i mordowania jasno i śmiało wyzierała z roześmianych oczu, a i we mnie rozkwitały wysoko i bujnie te czerwone, dzikie kwiaty, a oczy też się śmiały. Z radością włączyłem się do walki.
[youtube https://www.youtube.com/watch?v=YQ8xjVASGX8?rel=0]

Tak to jest: czytelnik najwyższego stopnia nie jest już w ogóle czytelnikiem. Gwiżdże na Goethego. Nie potrzebuje Szekspira. Czytelnik ostatniego stopnia w ogóle już nie czyta. Po co mu książki? Czyż nie ma całego świata w sobie samym?